Michał Larek. Kryminalista z UAM

Fotografia w nagłówku
Michał Larek
Michał Larek

Chciałbym kiedyś napisać piękną opowieść w stylu Zafóna, Sparksa czy Musso, ale.. ale, faktycznie, energia, która mnie popycha do pisania, jest energią mroczną, niekiedy demoniczną. Próbuję to przełamać humorem. Moje książki wzbudzają strach, podniecenie, przerażenie, ale też liczę, że raz po raz czytelnicy się zaśmieją.

Z Michałem Larkiem, autorem kryminału „Na tropie” i pracownikiem UAM rozmawiam Filip Czekała.

 

Do księgarń trafiła właśnie Twoja kolejna książka , druga część „Dekady”. Co kryje się pod tą serią?

Szalone dzikie lata dziewięćdziesiąte. Kiedy brałem się za projektowanie serii, wiedziałem, że musi być ona osadzona w czasie – pod względem dramaturgicznym – podkręconym. Wydaje mi się, że wśród tych ostatnich dziesięcioleci to właśnie te lata są najciekawsze. Mieliśmy wybuch przestępczości, transformację polityczną, mnóstwo energii emocjonalnej, tej pozytywnej i negatywnej kotłującej się w ludziach. Poza tym moi znajomi policjanci, którzy dostarczają mi różne opowieści i anegdoty rozwijali właśnie wtedy swoje kariery.

Była „Furia”, teraz „Na tropie”. Na tropie czego?

Na tropie zagadki kryminalnej, ale i na tropie różnych egzystencjalnych problemów. Motto do tego tomu wziąłem z Henrika Johana Ibsena, kiedyś mojego ulubionego dramaturga, który śledził relacje międzyludzkie. Kilka rzeczy z jego książek mi utkwiło w pamięci, między innymi grzechy przeszłości, które pewnym ludziom nie pozwalają normalnie się rozwijać. Były ciekawe obserwacje dotyczące winy, tego jak dziwacznie toczą się losy ludzkie. Chodziło mi o to, by powiedzieć , że każdy z nas popełnia złe czyny. Ale być może o wartości człowieka świadczy to, jak on się odniesie do tych czynów. I takich kilku bohaterów mamy w tej książce. Do tego konceptu popchnęła mnie jedna z blogerek, która tak skomentowała „Furię”:  „(…) o tym, kim jesteś, świadczy to, jak radzisz sobie z tym, co w tobie, a szczególnie z najsilniejszymi namiętnościami i żądzami. Bo możesz być człowiekiem, a możesz zatrzymać się na etapie zwierzęcego zaspokajania popędów”. Bardzo mocno utkwiło mi to w pamięci.

Od początku założyłeś, że będziesz pisał kryminały oparte na prawdziwych zbrodniach?

Chyba nie do końca. Przełomem była książka „Martwe ciała”, którą napisałem z moim przyjacielem, byłym prokuratorem Waldemarem Ciszakiem. Nie wiedziałem, że praca nad tym skromnym reportażem tak mocno wpłynie na moją wyobraźnię literacką. O czym mówię? O obudzeniu się we mnie fascynacji prawdziwymi historiami – przede wszystkim! Uzmysłowiłem sobie, że uwielbiam rozmawiać z ludźmi, wertować akta, polować w dokumentach na ciekawostki, smaczki. A’propos smaczków, wertując akta sądowe poświęcone słynnej kradzieży relikwii Św. Wojciecha znalazłem list miłosny złodzieja do pewnej pięknej Kasi, wzruszający… Ale zbija mnie z tropu, że czytelniczki i czytelnicy coraz bardziej chwalą mnie za sceny, które sam wymyśliłem [śmiech]

Inspirujesz się prawdziwymi kryminalnymi historiami. A jak to jest z policjantami? Oni też istnieli naprawdę?

Można tak powiedzieć. Na przykład Harry ma swój prototyp. Ale to nie są „kalki”. Raczej wygląda to tak, że czasem spodoba mi się u rozmówcy jakaś cecha i nadaję ją bohaterowi. Na przykład od jednego policjanta usłyszałem jak opisywał szefa: „facet lubił media, lubił chodzić do telewizji”. Uznałem, że to ciekawa cecha, szczególnie w tamtych czasach. Lata dziewięćdziesiąte to przecież okres, w którym dokonał się przełom medialny. Warto stworzyć więc bohatera, który ma hopla na ich punkcie. Ale ta postać wraz z kolejnymi tomami będzie rozwijana. Okaże się, że nie jest tylko „gościem od mediów”, ale też ma swoje tajemnice i służbowe motywacje.

Śledząc Twoją karierę literacką można stwierdzić, że piszesz z gruntu złe książki. Gwałciciele, mordercy, pedofile, nekrofile, ludzie, którzy brali udział w wojnach. To Twój punkt wyjścia przy pisaniu książek?

[śmiech] Chciałbym kiedyś napisać piękną opowieść w stylu Zafóna, Sparksa czy Musso, ale.. ale, faktycznie, energia, która mnie popycha do pisania, jest energią mroczną, niekiedy demoniczną. Próbuję to przełamać humorem. Moje książki wzbudzają strach, podniecenie, przerażenie, ale też liczę, że raz po raz czytelnicy się zaśmieją. No i że poczują silną nostalgię za tamtymi czasami, które bezpowrotnie minęły.

Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia?

Na początku w tle jest jakaś historia, którą ktoś mi opowiedział. Czasem sięgam do akt, do gazet. Rozmawiam z uczestnikami, świadkami, a przede wszystkim policjantami, którzy są kopalnią intrygujących opowieści. Oni opowiadają mi o swoich śledztwach z ludzkiej perspektywy: przytaczają anegdoty, jakieś smaczki, ciekawostki, powiedzonka. To jest chyba mięso tych powieści. Anegdoty. Potem to układam, szukam jakiegoś klucza dramaturgicznego, który wywoła określone przeze mnie emocje. I na koniec, jak już to mam, wysyłam paru policjantom do przeczytania, żeby rzucili fachowym okiem. Przyznaję jednak, że coraz częściej sprzeniewierzam się faktom na rzecz dobra opowieści. Lubię na przykład pisać sceny, w których moja młoda policjantka powala na ziemię złych mężczyzn [śmiech]

Czytaj też: Prawo było najmniej bolesne. Rozmowa z Filipem Bajonem

Dr Michał Larek - pracownik Instytutu Filologii Polskiej w Zakładzie Literatury i Kultury Nowoczesnej UAM, zajmuje się kulturą popularną. W tym roku akademickim prowadził zajęcia „Kryminalny Poznań” na Wydziale Chemii UAM. Wykłada też w szkole kreatywnego pisania Maszynadopisania.pl. Jako autor kryminałów debiutował w 2014 roku, gdy wraz z Waldemarem Ciszakiem wydali reportaż „Martwe ciała” o poznańskim nekrofilu Edmundzie Kolanowskim. W 2016 roku napisał książki „Punkty zapalne. Dwanaście rozmów o Polsce i świecie” (z Jerzym Borowczykiem) oraz „Mężczyzna w białych butach”. Obecnie pracuje nad serią kryminałów „Dekada”. Dotychczas ukazała się „Furia” oraz „Na tropie”.

Kultura Wydział Filologii Polskiej i Klasycznej