UAM. Cudowne ziele nie tylko na raka

Fotografia w nagłówku
fot. Adrian Wykrota
fot. Adrian Wykrota

Współpraca dwóch poznańskich uczelni może zrewolucjonizować leczenie raka szyjki macicy i endometriozy. Biolodzy i medycy są o krok od odkrycia molekularnego mechanizmu działania glistnika jaskółcze ziele. Nie doszłoby do tego, gdyby naukowcy z UAM oraz UMP nie połączyli sił.

Niepozorna roślinka z żółtymi kwiatkami często spotykana na łąkach może stać się ważną bronią w walce z groźnymi chorobami. Zespół naukowców pod przewodnictwem prof. Anny Goździckiej-Józefiak, kierownik Zakładu Wirusologii Molekularnej na Wydziale Biologii UAM, wkrótce ujawni źródło niezwykłych właściwości glistnika jaskółcze ziele.

 

Pierwsi w Polsce badali HPV

Co zaskakujące historia wcale nie zaczęła się od rośliny tylko od wirusa brodawczaka ludzkiego (HPV). Trzydzieści lat temu prof. Anna Goździcka-Józefiak rozpoczęła nad nim badania we współpracy z prof. dr hab. Heleną Kędzią z ówczesnej Akademii Medycznej. Wtedy dopiero zaczęło się mówić, że HPV może powodować raka szyjki macicy. Profesor Kędzia otrzymała materiał genetyczny od noblisty Haralda zur Hausena i na tej podstawie opracowywano sondy pozwalające identyfikację wirusów w materiale klinicznym.

- Początkowo wirusy identyfikowaliśmy przy pomocy technik hybrydyzacyjnych, następnie zastosowaliśmy metodę łańcuchowej reakcji polimerazy – informuje prof. Goździcka-Józefiak. – Metody identyfikacji HPV dały początek pracowni, która do dziś funkcjonuje w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym przy ul. Polnej. W razie potrzeby każdy może się tam przebadać.

Współpraca dwóch uczelni zaowocowała skuteczną profilaktyką. Dzięki niej dzieci z Wielkopolski są najlepiej przebadane na nosicielstwo HPV w Polsce. Badania dotyczyły przedszkolaków (razem z prof. Jarosławem Szydłowskim z UMP) oraz blisko 6 tysięcy dzieci i młodzieży szkolnej (razem z prof. Marią Kaczmarek z UAM i prof. Alicja Krzyżanowską z UM). Na ten ostatni projekt pozyskano środki z tzw. grantu norweskiego. Z prof. Markiem Spaczyńskim i prof. Witoldem Kędzią identyfikowano też wirusa u przeszło 2 tysięcy kobiet pracujących na UAM. Zmiany nowotworowe wykryto wtedy u kilku pań.

- Śmiało mogę powiedzieć, że pierwsi w Polsce ustawialiśmy badania nad HPV. Z czasem rozwinęły się w dwóch kierunkach - roli czynników komórkowych  w zakażeniach HPV, głównie IGF1 (insulinopodobny czynnik wzrostu- red.) oraz przeciwwirusowych i przeciwnowotworowych właściwości jaskółczego ziela (Chelidonium majus).

 

Jak zobaczył ekstrakty to aż podskoczył

Brodawczakiem łatwo się zarazić, jednak nie wszyscy nosiciele zapadają na raka. Dlaczego? Jaki czynnik w organizmie o tym decyduje? Zanim naukowcy znajdą odpowiedzi, być może wcześniej odkryją skuteczne lekarstwo. I tu wracamy do jaskółczego ziela. Pospolite zioło od starożytności było używane w medycynie ludowej do usuwania brodawek skórnych wywołanych właśnie przez HPV. Ekstrakty z tej rośliny mają szerokie właściwości farmakologiczne, jednak molekularny mechanizm ich działania nie jest poznany.

Czytaj: Dzień Zdrowia z nowym kierunkiem

 - Długo zmagaliśmy się z tą rośliną, rozpracowaliśmy ją dokładnie, ale nadal nie znaliśmy mechanizmu molekularnego działania soku C. majus. – tłumaczy prof. Goździcka-Józefiak.-  Początkowo skupialiśmy się na białkach, ciekawych z biologicznego punktu widzenia. Badania te prowadził głownie dr hab. Robert Nawrot z ZWM UAM. Okazało się , że ekstrakty z C. majus są bogatsze od innych roślin w białka obronne. Jednak same białka obronne nie mają właściwości leczniczych, raczej są nośnikami innych związków i ułatwiają ich wnikanie do komórek.

W badania zaangażowała się dr Alicja Warowicka, adiunkt w Centrum NanoBioMedycznym, i dr hab. Maria Wołuń-Cholewa, adiunkt w Katedrze i Zakładzie Biologii Komórki Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu współpracująca z panią profesor od studenckich czasów. W pierwszym etapie dr Warowicka zajęła się wpływem różnych ekstraktów z glistnika na komórki nowotworowe wybranych linii komórkowych:

- Zauważyłam, że niektóre z nich działają silniej w połączeniu z naświetlaniem. Szukamy zatem fotouczulacza. Badane przez nas ekstrakty działały przeciwnowotworowo na wszystkie wybrane komórki nowotworowe oraz hamowały wzrost komórek wywodzących się z endometriozy. Z tego względu do badań włączyła się dr hab. Maria Wołuń–Cholewa oraz grupa  prof. Krzysztofa Szymanowskiego z Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Szpitalu Klinicznym na Polnej, z którymi przeprowadziliśmy badania in vivo na szczurach.

Dr Wołuń-Cholewa, której rozprawa habilitacyjna dotyczy endometriozy z entuzjazmem zaangażowała się w projekt.

 - Wyszliśmy z pomysłem, żeby skupiać się nie tylko na chorobach nowotworowych, ale także innych schorzeniach rozrostowych, które mają łagodny przebieg. Wyniki są bardzo obiecujące. Okazało się, że ekstrakty z Chelidonium działają wręcz prewencyjnie, jeśli chodzi o formowanie się nowych ognisk endometriozy. Nadal nie ma skutecznej metody leczenia tej choroby prowadzącej do niepłodności. Pozostają zabiegi chirurgiczne i ciężkie terapie hormonalne - niestety u 10 procent pacjentek dochodzi do nawrotu. Część lekarzy uważa, że endometrioza jest stanem przedrakowym (chodzi o określony typ raka jajnika). Mimo postępu medycyny ten nowotwór jest bardzo śmiertelny.

Teraz naukowcy analizują wyniki badań metabolomu szczurów, którym podawano wybrane frakcje. Prof. Piotr Młynarz z Politechniki Wrocławskiej, który w nich uczestniczy, gdy zobaczył ekstrakty to aż podskoczył – to musi działać! – zawołał.

- Wnioskując z otrzymanych wyników wstępnych dochodzi do zmian w pewnych szlakach metabolicznych u zwierząt, które przyjęły preparat – informuje dr Warowicka.

Badaczki nie chcą zbyt wiele zdradzić, póki nie opublikują wyników, jednak radość, która błyszczy w ich w oczach wyraźnie sugeruje, że są bliskie sukcesu.

 

Glistnik wracał jak bumerang

Biolodzy z UAM cenią wkład Uniwersytetu Medycznego w badania – doświadczenia na zwierzętach są ich niezbędnym etapem. Naukowcy obserwują, jak wybrana żywy organizm reaguje na wybraną substancję, a jednocześnie szukają sposobów jej praktycznego zastosowania. Samo prowadzenie zwierzętarni jest trudnym zadaniem - trzeba spełnić wiele warunków, uzyskać odpowiednie zgody, a badania są wymagające i kosztowne. Najpierw do organizmów wprowadza się schorzenie, a gdy zacznie się rozwijać podaje się preparat. Przy badaniach in vivo związanych z glistnikiem pracowało sześć osób.

- Mamy świetny zespół, razem współpracujemy pod czujnym okiem prof. Goździckiej-Józefiak, która nas mobilizuje. Gdyby nie pani profesor chyba nie doszłoby do tych badań. Chciałabym podkreślić, że nasza współpraca, która teraz przynosi efekty trwa już 20 lat – ten temat wracał do nas jak bumerang – przekonuje dr Wołuń-Cholewa.

Potrzeba było aż dwóch dekad, by rozwiązać zagadkę działania glistnika. Temat z pozoru nie wydawał się atrakcyjny – przecież znamy i badamy zioła od tysięcy lat. A jednak rośliny kryją przed nami jeszcze wiele tajemnic.

Nauka Wydział Biologii