Czerwiec 1956. Cena godności

 

Jaką cenę musi zapłacić człowiek, by zachować swoją godność? Przekonali się o tym mieszkańcy Poznania w czerwcu 1956 r. Przed wybuchem wojny Poznań należał do najbogatszych miast w międzywojennej Polsce, przy czym zamożność nie była liczona tylko poziomem dochodów, liczbą mieszkań z kanalizacją, oświetlonych ulic, sklepów czy warsztatów. Było to także bogactwo duchowe, mentalne i kulturowe, wynikające z dekad myślenia o rozwoju społeczeństwa w duchu pracy organicznej. To jeden z czynników, który pomógł przetrwać agresywną politykę władzy niemieckiej na przełomie XIX i XX w., zwalczającą polskość. Pierwsze miesiące okupacji hitlerowskiej przyniosły krwawy i szeroko zakrojony terror skierowany przeciw polskim mieszkańcom miasta. Wysiedlenia, konfiskaty mienia, aresztowania czy fizyczna eksterminacja ludności przyczyniły się do załamania społecznej struktury miasta. Zniszczenia centrum Poznania zimą 1945 r. odebrały wielu rodzinom, które przetrwały okupację, resztę ich dobytku. Poznań, jak cały kraj, stał się znacznie uboższy, pod każdym względem.  

W przedwojennym Poznaniu komuniści nie stanowili żadnej siły politycznej, a kojarzeni byli przez mieszkańców z zamordowaniem ks. Stanisława Streicha w kościele w Luboniu w lutym 1938 r. Władzę po wojnie przejęli siłą. Jeśli udało się odbudować poznańskie Stare Miasto, to na pewno nie powiodło się zaprowadzenie nowego porządku, który nie opierałby się na wyzysku i przemocy. Hasła równości społecznej kontrastowały z prześladowaniami różnych grup społeczeństwa prowadzonymi przez partię komunistyczną. Slogany o znaczeniu robotników i ich roli w rozwoju kraju nie znajdowały potwierdzenia w decyzjach władz partyjnych i państwowych. Rażące i stale pogłębiające się kontrasty między realiami codziennego życia a pustosłowiem głoszonych przez komunistów ideałów rodziły coraz bardziej widoczne napięcia.  

Młode pokolenie robotników nie miało doświadczenia w organizowaniu zborowych protestów. Niewiele pomagały opowieści o przedwojennych strajkach w kwietniu 1920 i w październiku 1923 r. Robotnicy w poznańskich zakładach, przede wszystkim w Zakładach Przemysłu Metalowego im. Józefa Stalina Poznań (dawniej Zakłady im. Henryka Cegielskiego), stale zmuszani byli do pracy ponad normy, za co nie otrzymywali wynagrodzenia. Utrzymanie rodziny stawało się prawie niemożliwe, znaczne zubożenie stawało się powszechne. Prośby o rozmowy były odrzucane, a kiedy już się odbyły – nikt z przedstawicieli władz nie zamierzał dotrzymać złożonych obietnic. Oszukani i okłamani, zmęczeni i przepracowani wyszli 28 czerwca 1956 r. na ulice miasta w pokojowej demonstracji. Wkrótce do maszerujących robotników dołączyli inni. Na placu przy dawnym Zamku Cesarskim zgromadziło się blisko 100 tys. osób. Te pierwsze hasła nie przynosiły politycznego programu, gdyż robotnicy i demonstranci skupili się na kwestiach dla nich istotnych: „Żądamy chleba” albo „Chcemy żyć jak ludzie”.  

Jaka była odpowiedź przedstawicieli partii, noszącej w swojej nazwie słowo „robotnicza” i głoszącej, że robotnicy są przodującą siłą narodu? Natychmiast zmobilizowano lokalną milicję i wojsko z garnizonu poznańskiego. Z okiem budynku Urzędu Bezpieczeństwa ok. 10.40 padły pierwsze strzały. W tym momencie pokojowa demonstracja przekształciła się w nierówne walki na ulicach miasta między wyszkolonymi oddziałami i cywilnymi demonstrantami, którzy zdobyli broń. Pacyfikacja zbuntowanego miasta trwała do godzin przedpołudniowych 30 czerwca, co było możliwe po sprowadzeniu do Poznania blisko 10 tys. żołnierzy i 400 czołgów. Z takimi siłami demonstranci nie mieli żadnych szans. 

Do dziś symbolem ofiar pozostaje Romek Strzałkowski, 13-letni chłopak. Choć nadal nie wszystkie okoliczności jego śmierci zostały wyjaśnione, nie zmienia to faktu, że zginął od kuli wystrzelonej przez funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, kiedy podnosił z ziemi biało-czerwony sztandar. 

Dla komunistycznej propagandy wydarzenia w Poznaniu zostały zainicjowane przez „agentów imperialistycznych” i „reakcyjne podziemie”. Wielu demonstrantów zostało skazanych w procesach sądowych, a pamięć o tragicznych chwilach była wymazywana przez reżim komunistyczny. Ale wszystkie te działania przynosiły odwrotny efekt. Mieszkańcy Poznania pamiętali i nadal pamiętają o tych, którzy upomnieli się o respektowanie godności człowieka, której nie może odebrać żadna dyktatura, żadne złe moce. A stojący w Poznaniu pomnik przypomina wszystkim, że za obronę ludzkiej godności przychodzi niekiedy zapłacić najwyższą cenę, by następne pokolenia nie musiały żyć w zniewoleniu.