Z dr. Robertem Sarneckim, społecznym inspektorem pracy na kampusie Ogrody, rozmawia Ewa Konarzewska-Michalak.
Wiosną tego roku odbyły się na UAM wybory na społecznych inspektorów pracy, które nie wszędzie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Postanowiliśmy przybliżyć pracownikom tę funkcję. Czym zajmuje się inspektor?
Umocowanie społecznego inspektora pracy w takim miejscu jak uniwersytet wynika z ustawy przyjętej 24 czerwca 1983 r., na fali humanizacji i legalizmu środowiska zatrudnienia. W ostatnich dziesięcioleciach zauważyć można znaczącą poprawę warunków wykonywania obowiązków zawodowych. W tym właśnie nurcie działają społeczni inspektorzy pracy. Współpracujemy pośrednio z Państwową Inspekcją Pracy. Staramy się wspólnie poprawiać funkcjonowanie miejsc zatrudnienia z różnych perspektyw.
W obszarze moich zainteresowań leży to, co społeczne. Od czasów studenckich działam w strukturach non-profit. Pracę społeczną traktuję jako służbę. Przyczyną niższej frekwencji w części środowisk UAM, w których dokonywano wyborów społecznego inspektora pracy, może być brak zainteresowania aktywnością społeczną, a także przekonanie o niskiej skuteczności działań inspektora. W pracy tej nie chodzi tylko o to, żeby pomieszczenia były dobrze przygotowane do pracy. Równie ważne jest bezpieczeństwo i komunikacja. Inspektor ma uwrażliwiać osoby piastujące funkcje kierownicze na obszary możliwej poprawy warunków pracy.
Angażujemy się w inicjatywy związane z modernizacją i rewitalizacją budynków. Wskazujemy rozwiązania, które pozwalają lepiej dostosować przestrzeń do potrzeb i możliwości pracowników.
Choć jako uniwersytet jesteśmy społecznością, w której wiele problemów jest dobrze rozpoznanych, stoi przed nami kilka wyzwań wymagających wsparcia. Wystarczy wspomnieć o wynikach Raportu z monitoringu warunków pracy i równego traktowania w UAM (dostępnego w sieci). Autorzy dostrzegają w akademickim środowisku pracy obszary wymagające uwagi. Być może nie stanowią one głównego nurtu działalności inspektora, jednak warto przypominać, że optymalna atmosfera w pracy zależy nie tylko od warunków tworzonych przez pracodawcę, lecz także od tego, jak ludzie siebie traktują nawzajem.
To pana pierwsza kadencja. Czy już napływają zgłoszenia od pracowników?
Jeszcze nie. Chciałbym, żeby od października każdy z pracowników kampusu miał do mnie dostęp mailowy i telefoniczny – nie chcę być anonimowy.
Na pewno rozmawiał pan z inspektorami ubiegłych kadencji. Czy pracownicy przychodzili do nich z różnymi sprawami?
Raczej nie. Kontakt często odbywa się w formie nieformalnych rozmów. Dlatego warto eksponować tę funkcję i związane z nią zadania jako wyraz troski o ludzi w środowisku pracy.
Myślę, że funkcja społecznego inspektora pracy nie jest postrzegana jako szczególnie istotna w procesach decyzyjnych. To rola wynikająca z ustawy, jednak same przepisy nie wystarczą, aby być skutecznym w działaniu. Potrzebny jest jeszcze duch, a więc czynnik ludzki.
Kto może zostać społecznym inspektorem pracy?
Każdy pracownik, który przejawia predyspozycje do pracy społecznej. Już sama nazwa wskazuje na społeczny, a więc w pewnym sensie także wolontaryjny charakter tej działalności – inspektorzy otrzymują gratyfikację miesięczną od Uniwersytetu w wysokości ok. 200 zł. Ważne jest humanistyczne i społeczne podejście do ludzi i otoczenia, umiejętność dostrzegania człowieka oraz jego potrzeb. Istotny w działalności społecznego inspektora pracy jest nie tylko legalizm, ale i duch prawa. Problem nie powinien być traktowany jako obciążenie, lecz jako wyzwanie, którego rozwiązanie może poprawić warunki czyjegoś codziennego funkcjonowania.
Zobacz też: Z wizytą w Archiwum UAM. Skarbnica dziejów