- Polska będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę, jeśli chodzi o obronę – nie tylko Europy, ale być może całego świata - z pułkownikiem T. Justinem Bronderem z dowództwa wojsk specjalnych USA, absolwentem UAM, rozmawia Ewa Konarzewska-Michalak.
W marcu amerykański oficer wygłosił na Wydziale Historii wykład „US Special Operations Facing Contemporary Challenges: Acquisition, Technology, and Logistics”, który spotkał się z dużym zainteresowaniem studentów. Pułkownik Bronder odwiedził UAM na zaproszenie prof. UAM Bartosza Kruszyńskiego, jednego z promotorów doktoratu, który oficer obronił 10 lat temu w Pracowni Historii Wojskowej na UAM.
Co skłoniło pana do napisania rozprawy doktorskiej z historii wojskowości na UAM? Wcześniej obronił pan przecież doktorat z astrofizyki na Uniwersytecie Oksfordzkim.
W ramach stypendium The Olmsted Foundation musiałem studiować coś nowego. Głównym celem stypendium jest rozwijanie kompetencji oficerów poprzez poznanie kultury, historii, nauk politycznych różnych krajów. Dzięki wsparciu profesorów Bartosza Kruszyńskiego i Zbigniewa Pilarczyka mogłem studiować historię wojskową i w ten sposób lepiej poznać Polskę, a także podnieść oficerskie kwalifikacje. Rozumienie historii pomaga podejmować lepsze decyzje.
A dlaczego Polska?
Jako stypendysta Olmsteda chciałem studiować w kraju, który ma znaczenie dla spraw międzynarodowych i wojskowych. Uważałem, i nadal tak uważam, że Polska będzie odgrywać coraz ważniejszą rolę, jeśli chodzi o obronę – nie tylko Europy, ale być może całego świata. Biorąc pod uwagę doświadczenia związane z Rosją oraz walką o niepodległość i wolność, odnoszę wrażenie, że Polska jest dla Stanów Zjednoczonych jednym z najważniejszych państw na świecie w kwestiach wojskowych.
Poza tym stypendium było okazją do lepszego poznania polskich korzeni. Mój prapradziadek wyemigrował ze Śląska w czasie wojny krymskiej. Jeszcze dla moich dziadków polski był pierwszym językiem. Okazało się, że wielu Bronderów do tej pory mieszka we wsi Żędowice, skąd pochodził mój prapradziadek.
Gdzie osiedlili się pana przodkowie?
Wyjechali do Teksasu na fali emigracji z ojcem Leopoldem Moczygembą. Ludzie, którzy wtedy wyjeżdżali, utworzyli pierwszą polską katolicką parafię w Teksasie, w miejscowości Panna Maria. Mój ojciec i ja urodziliśmy się w San Antonio. Nasza rodzina żyje tam od kilku pokoleń.
Pana doktorat na UAM dotyczył RAF-u i lotnictwa myśliwskiego USA w czasie II wojnie światowej. Co pan odkrył?
Skupiłem się na relacji między taktyką i technologią. Uważam, że ich wzajemne oddziaływanie ma ogromne znaczenie. Wojsko, chcąc zmieniać i rozwijać taktykę, nie może tego robić niezależnie od trendów technologicznych.
W pracy pisałem o tym, że podczas operacji RAF-u i U.S. Army Air Forces dochodziło do wielu błędów i porażek. Jedną z przyczyn był brak współpracy między osobami odpowiedzialnymi za rozwój taktyki a organizacjami rozwijającymi technologię. Taka ścisła współpraca jest konieczna, jeśli chce się lepiej przygotować do wojny.
Jak pan wspomina czas spędzony na UAM?
To było unikalne doświadczenie w moim życiu. Oczywiście, jak mówiłem, wcześniej miałem wsparcie profesorów Kruszyńskiego i Pilarczyka. Bardzo dobrze oceniam naszą współpracę i koleżeństwo, a także studiowanie w Polsce. Mieszkanie i życie w obcej kulturze było owocnym doświadczeniem, pełnym trudności, jeśli chodzi o komunikację i sam język, jednocześnie niezwykle rozwijającym.
Od czego zaczęła się pańska kariera w wojsku?
Mój ojciec był oficerem i pilotem samolotu myśliwskiego RF-4 Phantom II. Jestem patriotą, gdy miałem 18 lat, bardzo chciałem wspierać wyższy cel.
Zostałem przyjęty do Akademii Sił Powietrznych USA w Colorado Springs, tam studiowałem, obroniłem licencjat i mianowano mnie na porucznika. Tak zaczęła się moja kariera w Siłach Powietrznych.
Na wykładzie mówił pan o wyzwaniach, z jakimi mierzą się siły specjalne USA (United States Special Operations Command). W jaki sposób zmieniają się priorytety dowództwa w kontekście rywalizacji mocarstw i nowych technologii?
Bardzo ważne jest dla nas, by włączać się w rozwój najnowszych trendów technologicznych. Chcemy to jednak robić w zgodzie z podstawowym przekonaniem, że ludzie są ważniejsi niż sprzęt, bo mamy najlepszy personel w siłach zbrojnych. Dlatego stawiamy na współpracę naszych ludzi z najnowocześniejszymi systemami.
Nasz lider, admirał Bradley, mówi o man-machine teaming, czyli współdziałaniu człowieka i maszyny. Zastanawiamy się, jak wzmacniać potencjał ludzi dzięki współpracy ze sztuczną inteligencją, dronami i innymi nowymi systemami.
To całkiem inny sposób myślenia od tego, jaki reprezentują Rosjanie. Mówił pan wcześniej o roli Polski. Mierzymy się teraz z faktem, że staliśmy się krajem przyfrontowym. Jak ocenia pan naszą sytuację?
W strategii narodowej USA mówimy o konieczności odstraszania Chin, obronie ojczyzny oraz potrzebie większego podziału odpowiedzialności między sojusznikami. W każdym z tych priorytetów widać rolę Polski. Jeśli mówimy o obronie ojczyzny, musimy pamiętać, że jej istnienie opiera się na wolności. A ta jest zagrożona zarówno przez Rosję, jak i przez Chiny.
Zobacz też: Ryan Clisset. Z myśliwca do archiwum