Jak powstaje patent i co decyduje o tym, że technologia opracowana na uniwersytecie ma szansę trafić do przemysłu? O pracy zespołowej, ochronie własności intelektualnej i badaniach, które nie kończą się na publikacjach, z prof. UAM Robertem Przekopem z Laboratorium Procesów Technologicznych CZT UAM rozmawia Magda Ziółek.
Podkreśla pan znaczenie pracy zespołowej we współczesnej nauce. Jakie czynniki decydują o skuteczności i sukcesie zespołów badawczych?
Współczesna nauka, szczególnie w obszarze nauk ścisłych i technicznych, opiera się w dużej mierze na pracy zespołowej. Złożoność współczesnych problemów badawczych sprawia, że ich efektywne rozwiązywanie wymaga łączenia różnych kompetencji, doświadczeń i perspektyw. Moje podejście do pracy zespołowej kształtowało się m.in. podczas współpracy z prof. Bogdanem Marcińcem, który podkreślał znaczenie dużych, dobrze zorganizowanych i różnorodnych grup badawczych. Z czasem przekonałem się, że rzeczywiście to właśnie zespoły, w których kompetencje ich członków się uzupełniają, osiągają najlepsze rezultaty. W dobrze funkcjonującym, dużym zespole kluczowa jest różnorodność, zarówno pod względem specjalizacji, jak i sposobu rozwiązywania problemów. Dzięki temu możliwe jest spojrzenie na zagadnienia badawcze z wielu perspektyw i wypracowanie bardziej kompleksowych rozwiązań. Takie podejście sprzyja nie tylko rozwojowi badań podstawowych, ale także tworzeniu nowych koncepcji i kierunków badawczych. Zapamiętałem też słowa prof. Stefana Jurgi, który mówił, że odpowiednie połączenie ludzi daje rezultat znacznie większy niż prosta suma ich możliwości. Takie zespoły są w stanie osiągać naprawdę dużo, również w obszarze wdrożeń i praktycznych zastosowań.
Istotną rolę odgrywa także koordynacja pracy zespołu przez lidera, wyznaczanie celów, dbanie o spójność działań i zapewnienie odpowiednich warunków do pracy badawczej. Równocześnie ważne jest, aby poszczególni członkowie zespołu mieli przestrzeń do rozwijania własnych pomysłów i prowadzenia badań, za które biorą odpowiedzialność.
Jestem też zwolennikiem szeroko rozumianej współpracy naukowej, również wykraczającej poza jedną jednostkę. Jako zespół intensywnie współpracujemy z partnerami naukowymi i przedsiębiorstwami z kraju i zagranicy. To właśnie otwartość na współpracę sprzyja powstawaniu nowych idei i pozwala unikać zamknięcia w jednej perspektywie.
I jeszcze jedno. Wspomniała pani o „sukcesie”; otóż mam poczucie, że to pojęcie dziś się zdewaluowało. Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal codziennie ogłaszane są kolejne sukcesy: w nauce, sporcie, polityce. Tymczasem dla mnie jako naukowca sukces jest wynikiem konsekwentnej pracy całego zespołu oraz stopniowego rozwoju prowadzonych badań. Głęboko w to wierzę, że sukces tworzą ludzie, a nie aparatura czy instytucja.
Skoro tak mocno podkreśla pan znaczenie zespołu, to warto go przedstawić.
Mam dość specyficzny sposób zarządzania zespołem: nie funkcjonują u nas sztywne role. W codziennej pracy stale pojawiają się nowe problemy: coś się opóźnia, nie wszystko przebiega zgodnie z planem, dlatego ważne są elastyczność i gotowość do podejmowania różnych zadań. Zależy mi na tym, żeby każdy członek zespołu rozwijał szerokie kompetencje, nie ograniczał się wyłącznie do wąskiej specjalizacji. Nasza grupa specjalizuje się w związkach krzemoorganicznych. Badania nad tą grupą związków zainicjował na naszym uniwersytecie prof. Bogdan Marciniec. Staramy się podchodzić do nich przede wszystkim praktycznie, szukając realnych zastosowań dla opracowywanych technologii i substancji.
Kluczową rolę w zespole odgrywają dr Bogna Sztorch i dr Anna Olejnik, które współtworzą jego kierunki badawcze i prowadzą własne projekty. Obie badaczki uzyskały granty w programie Lider NCBR i samodzielnie odpowiadały za ich realizację. Nie przepadam za słowem „prestiżowe”, w tym przypadku znaczenie tych projektów dla rozwoju kariery młodych naukowców określiłbym jednak jako przełomowe, dające szansę osiągnięcia samodzielności naukowej. Samo uzyskanie grantu nie oznacza sukcesu, sukces jest wypadkową wielu zmiennych, realizacji projektu, stworzenia zespołu i wreszcie realizacji postawionych celów.
Wspomniane projekty miały na celu przełożenie wyników badań na konkretne zastosowania, zarówno w obszarze chemii kosmetycznej, jak i materiałów polimerowych oraz druku 3D. Projekty te zostały z powodzeniem zrealizowane, a ich rezultatem są m.in. zgłoszenia patentowe i publikacje naukowe. W dużej mierze to właśnie efekty pracy dr Bogny Sztorch i dr Anny Olejnik stanowią podstawę patentów, o których rozmawiamy, są one również częścią szerszej działalności całego zespołu. Należy przy tym pamiętać, że procedury patentowe są długotrwałe, a ich finalizacja jest zwieńczeniem wieloetapowej pracy badawczej.
Powiedział pan o liderkach, ale zespół jest znaczenie liczniejszy…
Rzeczywiście, zespół jest większy, a poza mną i prof. Marcińcem tworzą go w dużej mierze kobiety. Jest to cecha naszej grupy, która – w mojej ocenie – bardzo dobrze się sprawdza. Kluczowe znaczenie ma jednak nie tyle skład zespołu, ile kompetencje, odpowiedzialność i zaangażowanie jego członków. W codziennej pracy niezwykle istotne są dobra organizacja, precyzja oraz systematyczność, które pozwalają konsekwentnie realizować zadania badawcze i osiągać wyniki. Dobrze funkcjonujący zespół potrzebuje osób, które nie tylko prowadzą własne projekty, ale także potrafią efektywnie współpracować i współtworzyć sposób działania całej grupy. Dlatego podkreślam rolę dr Bogny Sztorch i dr Anny Olejnik, nie tylko jako liderek projektów, ale również jako współtwórczyń organizacji pracy zespołu i jego kierunków badawczych. Ich zaangażowanie i doświadczenie mają istotny wpływ na wyniki osiągane przez całą grupę. W proces badawczy, zwłaszcza przy opracowywaniu rozwiązań będących podstawą zgłoszeń patentowych, istotny wkład mają również młodsi członkowie zespołu: dr Daria Pakuła i dr Miłosz Frydrych, a także doktorantki i doktoranci. Ich praca badawcza, świeże spojrzenie i zaangażowanie stanowią ważny element rozwoju prowadzonych projektów.
Podkreśla pan, że projekty nie kończą się na publikacjach. W którym momencie badań pojawia się realna szansa na patent?
Patent służy zabezpieczeniu opracowanego rozwiązania, tak aby można je było dalej rozwijać i potencjalnie wykorzystywać komercyjnie bez ryzyka jego prostego skopiowania. Nieprzypadkowo mówi się przecież o ochronie własności intelektualnej. Dlatego od lat, analizując różne procesy i wyniki badań, równolegle zwracamy uwagę na możliwość ich ochrony patentowej.
To podejście ma u nas wieloletnią tradycję, prof. Marciniec często pytał: „A czy da się to opatentować?”. Dziś jest to naturalny element pracy zespołu: jeśli pojawia się nowe rozwiązanie, analizujemy jego nowość i zasadność zgłoszenia patentowego.
W praktyce moment, w którym zauważamy realną szansę na patent, wiąże się z uzyskaniem powtarzalnych i dobrze udokumentowanych wyników, które wskazują nowe rozwiązanie o potencjale aplikacyjnym. Na tym etapie rozpoczyna się szczegółowa analiza stanu techniki oraz przygotowanie koncepcji zgłoszenia. Przygotowanie zgłoszeń patentowych stanowi integralną część pracy badawczej i w dużej mierze jest realizowane przez osoby prowadzące konkretne projekty. Wymaga to bardzo precyzyjnej analizy literatury i baz patentowych, odpowiedniego zdefiniowania zakresu ochrony oraz przełożenia wyników badań na język formalny zgłoszenia. Procedura patentowa jest znacznie bardziej wymagająca niż publikacja naukowa. Urząd Patentowy analizuje zgłoszenie przez długi czas i bardzo szczegółowo weryfikuje jego nowość. Otrzymujemy raporty, wskazania podobnych rozwiązań, a czasem również próby podważenia naszej argumentacji; jest to realny test tego, na ile opracowane rozwiązanie jest rzeczywiście innowacyjne.
zob. też Dr Jagoda Litowczenko-Cybulska. Inżynieria tkanek 3D
Pamiętam sytuację, kiedy jeden z magistrantów umieścił pewne wyniki na posterze konferencyjnym. Materiały zostały później opublikowane i Urząd Patentowy odmówił przyznania patentu, ponieważ rozwiązanie zostało już wcześniej ujawnione. Dlatego tak ważne jest zachowanie odpowiedniej kolejności działań. W tym procesie istotna jest również współpraca z Uczelnianym Centrum Innowacji i Transferu Technologii, które wspiera zespół na etapie formalnym i organizacyjnym. Uważam tę współpracę za bardzo efektywną.
A czy z perspektywy naukowca patent jest „produktem” końcowym?
Patent jest jednym z efektów całego procesu badawczego. W praktyce najpierw składamy zgłoszenie patentowe, a następnie, po zabezpieczeniu rozwiązania, publikujemy wyniki badań w formie artykułów naukowych. Nie powiedziałbym więc, że patent jest produktem końcowym. Jest raczej potwierdzeniem określonego kierunku badań oraz sposobem zabezpieczenia wiedzy i know-how wypracowanego w trakcie projektu. Stanowi też punkt wyjścia do dalszego rozwoju, zarówno naukowego, jak i potencjalnych zastosowań. Sam proces uzyskiwania patentu jest wymagający organizacyjnie i merytorycznie, koszty formalne stanowią tylko jeden z jego elementów. Kluczowe znaczenie ma praca badawcza prowadząca do opracowania rozwiązania oraz przygotowanie zgłoszenia, które wymaga bardzo precyzyjnego ujęcia wyników, analizy stanu techniki i określenia zakresu ochrony. Patent daje bardzo istotną wartość – stanowi niezależną weryfikację, że dane rozwiązanie rzeczywiście spełnia kryteria nowości i poziomu wynalazczego. Nawet jeśli nie dochodzi od razu do jego komercjalizacji, pozostaje wiedza, którą można wykorzystać w kolejnych projektach lub wdrożeniach, czasem po wielu latach. Mamy zresztą bardzo dobry przykład patentów i technologii zespołu prof. Marcińca, które znalazły nabywcę dopiero po 30 latach. Przez długi czas dokumentacja ta pozostawała niewykorzystana, jednak potem pojawiła się globalna firma, świadoma wartości dorobku patentowego profesora oraz jego pozycji w tej dziedzinie. Kluczowa była właśnie dokumentacja patentowa, obejmująca rozwiązania i koncepcje, które nie zawsze znajdują pełne odzwierciedlenie w publikacjach naukowych. To wyraźnie pokazuje, że patent nie jest zamknięciem procesu, lecz jego ważnym elementem, który porządkuje wiedzę i umożliwia jej dalsze wykorzystanie.
Co jest dziś największą barierą w przejściu od wyniku laboratoryjnego do wdrożenia przemysłowego?
To bardzo złożony problem, ale jednym z istotnych wyzwań w obszarze transferu technologii jest wciąż ograniczona liczba partnerów przemysłowych, którzy prowadzą długofalowe prace badawczo-rozwojowe i rozwijają własne technologie. Polska gospodarka dysponuje dużym potencjałem produkcyjnym, jednak wiele firm koncentruje się przede wszystkim na skalowaniu istniejących rozwiązań. Oznacza to, że przejście od wyników badań do ich dalszego rozwoju technologicznego bywa utrudnione.
Tymczasem skuteczny transfer technologii wymaga ścisłej współpracy nauki z przemysłem oraz partnerów gotowych inwestować w rozwój, testowanie i wdrażanie nowych rozwiązań. Jest to proces długotrwały, kosztowny i obarczony ryzykiem, dlatego istotne jest budowanie trwałych relacji oraz wzajemnego zaufania między zespołami badawczymi a przedsiębiorstwami.
Dodatkowym wyzwaniem jest szeroki zakres oczekiwań wobec naukowców. Oprócz prowadzenia badań obejmują one pozyskiwanie finansowania, publikowanie wyników, ochronę własności intelektualnej oraz działania związane z komercjalizacją. W praktyce wymaga to nie tylko kompetencji naukowych, ale odpowiednich warunków organizacyjnych oraz wsparcia instytucjonalnego.