Konopie wróciły do medycyny w sposób spektakularny. Wraca także psylocybina. To pokazuje, że wolność badań naukowych powinna być ważniejsza niż urzędnicze zakazy.
Profesor Karol Kacprzak z Wydziału Chemii dał wykład popularnonaukowy dla młodzieży zatytułowany “Chemia nieszczęścia - molekularne podstawy oraz terapia stresu, lęku i depresji”. Naukowiec opowiadał m.in. o tym, co dzieje się w ludzkim ciele, kiedy przeżywamy przewlekły stres, a także o tym, jak chemia pomaga leczyć zaburzenia psychiczne.
Czym jest nieszczęście? - naukowiec zaczął od zdefiniowania problemu: - W kontekście dobrostanu psychicznego to suma stresów, lęków, fobii a także zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, epizodów depresyjnych lub depresji. Według badań przeprowadzonych w 28 krajach Unii Europejskiej wpływ zdrowia psychicznego na odczuwanie nieszczęścia przez człowieka jest największy i przewyższa ubóstwo oraz bezrobocie.
Chemik przekonywał, że wszystkie nasze uczucia, emocje, a nawet nasza świadomość są wywoływane przez związki chemiczne, powstające w organizmie. - Jeśli będziemy wiedzieli jakie to związki i gdzie działają będziemy mogli wpływać na nasze stany świadomości – co zresztą jest praktykowane od początków cywilizacji człowieka (vide narkotyki i, od zaledwie 100 lat, leki psychiatryczne) – powiedział.
Nieszczęście zaczyna się od stresu, który ma ostatnio złą prasę, ale jest czynnikiem zawsze obecnym w fizjologii każdego żywego organizmu. Eustres czyli stres krótkotrwały, o umiarkowanej intensywności mobilizuje do działania, zwiększa uważność, pomaga dostosować się do nowej sytuacji i nabrać odporności. Na poziomie molekularnym wywołuje on liczne procesy biochemiczne m. in. samooczyszczanie komórek, redukcję stresu oksydacyjnego oraz stymuluje procesy naprawcze i ochronne zarówno w neuronach w mózgu jak i pozostałych komórkach. Co innego dystres, będący zwykle „efektem ubocznym” cywilizacji, który przeciąża możliwości adaptacyjne organizmu i, jeśli jest przewlekły, może prowadzić do wielu chorób.
Stresem w organizmie zarządza oś HPA: podwzgórze - przysadka - nadnercza. Podwzgórze reaguje na stres, uwalnia kortykoliberynę, która stymuluje przysadkę do wydzielania hormonu adrenokortykotropowego (ACTH), ten z kolei w nadnerczach stymuluje produkcję kortykosteroidów, takich jak kortyzol oraz katecholoamin.
- Kiedy ten system funkcjonuje prawidłowo, po ustąpieniu stresu wszystko wraca do normy dzięki mechanizmowi sprzężenia zwrotnego. Niestety we współczesnych realiach stres często nie mija. Sprzężenie zwrotne nie zostaje w pełni uruchomione, co prowadzi do przewlekle podwyższonego poziomu kortyzolu. Taki stan, czyli rozregulowana oś HPA, wiąże się z występowaniem różnego rodzaju zaburzeń psychicznych i somatycznych, dobrze opisanych w medycynie - wyjaśnił prof. Kacprzak.
Wtedy zaczynają się np. reakcje lękowe, stany depresyjne. W komórkach pojawiają się reaktywne formy tlenu, które obniżają witalność komórek oraz stymulują uwalnianie mediatorów zapalnych - stresorów molekularnych - co finalnie powoduje osłabienie neuronów w mózgu i różnego rodzaju dysfunkcji z tym związanych.
- Dysfunkcje układu odpornościowego, zaburzenia nastroju oraz choroby metaboliczne i sercowo-naczyniowe to tylko niektóre z konsekwencji. Długotrwałe ignorowanie stresu prędzej czy później prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych - podkreślił naukowiec.
W radzeniu sobie ze szkodliwych stresem na poziomie molekularnym mogą pomóc adaptogeny - czynniki chemiczne występujące w niektórych roślinach. Odkrył je i zdefiniował dla nauki radziecki badacz Nikołaj Łazariew, który już w latach czterdziestych XX w. zauważył, że dzięki nim ludzie żyjący w bardzo trudnych warunkach na Syberii, potrafią zachować niezłe zdrowie.
Adaptogeny powodują, że komórki pracują lepiej, są bardziej plastyczne. Co ważne związki te pozwalają obniżyć poziom kortyzolu. Ich działanie jest niespecyficzne, aktywizujące różnorodne mechanizmy komórkowe (i tak definiuje je np. FDA). Występują m.in. w takich modnych obecnie roślinach jak: żeń-szeń, ashwagandha, maca, cytryniec chiński, różeniec górski, wąkrotka azjatycka czy grzyby shiitake. Warto z nich korzystać, nie zapominając jednocześnie o stresorach hormetycznych czyli kontrolowanych dawkach stresu wzmacniających organizm takich jak intensywny trening, morsowanie, saunowanie, post oraz … wysiłek umysłowy. Zarówno adaptogeny, jak i hormeza pomogą zachować kondycję i lepiej reagować na przewlekły stres, na który często nie mamy wpływu.
Kolejnym źródłem nieszczęścia może być lęk. To z nim wiążą się fobie społeczne, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, napady paniki, a także zespół stresu pourazowego. Za odczuwanie lęku odpowiada ciało migdałowate, niewielka parzysta struktura w płatach skroniowych mózgu, regulator emocji będący częścią układu limbicznego. Ograniczenie nadmiernej aktywności tej struktury, która nieustannie analizuje potencjalne zagrożenia, pozwala zmniejszyć chroniczny lęk mogący prowadzić nawet do epizodów depresyjnych. Istnieją leki przeciwlękowe, które dość selektywnie zmniejszają aktywność ciała migdałowatego np. poprzez zwiększenie hamującego GABA (kwas gamma-aminomasłowy) oraz działanie na katecholoaminy, ale również w naturze występuje wiele produktów i związków, które mogą pomóc.
-To flawonoidy - mówił wykładowca. - Znajdziemy je w owocach i warzywach, np. apigeninę w pietruszce, selerze, karczochach, tymianku, lawendzie, mięcie, cebuli; hesperydynę w owocach cytrusowych czy galusan epigallokatechiny w zielonej herbacie. Męczennica wykorzystywana w ziołolecznictwie zawiera nie tylko flawonoidy, ale i alkaloidy indolowe, glikozydy, które obniżają poziom kortyzolu i mają działanie antyoksydacyjne. Zwiększają produkcję mózgowego czynnika neurotroficznego, wspierając kondycję neuronów.
Jak dotąd współczesna medycyna lepiej sobie radzi z leczeniem lęku niż depresji. Niestety już 300 mln ludzi (4,4 procent) populacji świata cierpi na poważną formę tego schorzenia. Zdaniem WHO depresja jest czynnikiem numer jeden, który przyczynia się do globalnej niepełnosprawności. Jednocześnie farmakoterapia staje się coraz bardziej dochodowym biznesem - wartość rynku w krajach bogatych wynosi już 17 mld dolarów. Pomimo to nie ma zbyt wielu substancji, które skutecznie leczyłyby pacjentów z oporną depresją, a stanowią oni 30 – 50 procent chorych. Dostępne leki - głównie SSRI (selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny) - działają powoli i obarczone są dokuczliwymi działaniami niepożądanymi m.in. zwiększonym ryzykiem popełnienia samobójstwa wśród młodzieży, odrętwieniem emocjonalnym, utratą zdolności cieszenia się życiem, dysfunkcją seksualną oraz, po zaprzestaniu stosowania, długotrwałym i często dokuczliwym zespołem odstawiennym.
- Dwa lata temu okazało się, że wszystko, co przez lata twierdziły firmy farmaceutyczne o depresji jako skutku niskiego poziomu serotoniny, można w zasadzie wyrzucić do kosza. Nie potwierdzono hipotezy, że depresja wynika z obniżonej aktywności czy stężenia serotoniny; co więcej, są dane sugerujące, że długotrwałe stosowanie leków przeciwdepresyjnych może to stężenie nawet obniżać. W gruncie rzeczy niewiele wiemy: mamy potężny rynek farmaceutyczny i leki, których mechanizmu działania nie rozumiemy. To temat, który poruszyli badacze King's College w Londynie i natychmiast zostali zaatakowani przez big pharmę i część środowiska lekarskiego - podkreślił prof. Kacprzak.
Obecnie dostępnych jest niewiele szybko działających antydepresantów, np. (S)-Esketamina (nazwa handlowa Spravato). Najwięcej nadziei naukowcy wiążą jednak z psylocybiną, halucynogenem występującym w grzybach z rodzaju łysiczka, popularnym niegdyś wśród hippisów. Okazuje się, że psylocybina jest skutecznym i szybko działającym antydepresantem, z niewielkimi skutkami ubocznymi.
- Dwa badania kliniczne nad psylocybiną prowadzi się także w Polsce - informował wykładowca. - Pracują przy nich badacze, którzy mogą realnie pomóc osobom cierpiącym na lekooporną depresję. Tymczasem na początku XX wieku urzędnicy wyrzucili psylocybinę i konopie z medycyny, bo związki te były nadużywane, podobnie jak wiele innych „problemowych” alkaloidów, które są narkotykami. Obecnie widzimy, spektakularny powrót konopi do medycyny - mają one dziesiątki zarejestrowanych zastosowań i są pełnoprawnymi lekami. Wraca także psylocybina. To pokazuje, że wolność badań naukowych powinna być ważniejsza niż urzędnicze zakazy, które przez dekady potężnie hamowały postęp. Przez 70 lat nie mieliśmy leków opartych na konopiach i psylocybinie, bo ich badania były albo niemożliwe albo wymagały heroicznego zaparcia i drogi przez administracyjną mękę.
Na zakończenie prof. Kacprzak przypomniał, że leki to nie wszystko. - Mamy świetnie przygotowany, działający wewnętrzny system oparty na dopaminie, endorfinach, oksytocynie i serotoninie, który daje nam przyjemność i frajdę z życia i poczucie szczęścia. O te układy i neurotransmitery powinniśmy dbać, tak aby było ich jak najwięcej, równoważąc nieszczęście szczęściem i radością.
Prof. Karol Kacprzak wygłosił wykład m.in. w zeszłorocznej edycji Dnia Zdrowia Psychicznego (e-mail: karol.kacprzak@amu.edu.pl).
Zobacz też: Prof. UAM Karol Kacprzak. Chemia miłości