Prof. UAM Monika Frąckowiak-Sochańska.Trauma społeczna nie oszczędza nikogo

– Nagłe wstrząsy społeczne podważają poczucie bezpieczeństwa i zmuszają do redefinicji tego, co dotąd wydawało się oczywiste – mówi prof. UAM Monika Frąckowiak-Sochańska z Wydziału Socjologii. O tym, jakie mechanizmy uruchamia trauma społeczna, rozmawiamy w kontekście książki „Pandemia i wojna w Ukrainie w doświadczeniu osób pracujących psychoterapeutycznie” autorstwa naszej rozmówczyni i dra Marcina Hermanowskiego.  

 

Czym jest trauma społeczna? 

 

Pojęcie traumy społecznej opisuje to, co dzieje się ze społeczeństwami – na poziomie jednostek, grup i całych zbiorowości – w następstwie wstrząsów społecznych, czyli nagłych i radykalnych zmian. 

Obejmuje ona wiele obszarów życia społecznego, a tym samym wpływa na liczne, różne sfery naszego funkcjonowania. Ponieważ pojawia się nieoczekiwanie i trudno się na nią przygotować, dotychczasowe strategie radzenia sobie przestają być skuteczne. Trauma stawia pod znakiem zapytania nie tylko sposoby radzenia sobie jednostek, rodzin czy grup społecznych, lecz także obowiązujące wartości i sposoby nadawania znaczeń doświadczeniom. Innymi słowy, dotychczasowe ramy rozumienia rzeczywistości przestają się sprawdzać i konieczne staje się wypracowanie nowych. Jest to proces wymagający czasu, energii i wysiłku, których często brakuje właśnie z powodu samego wstrząsu, co dodatkowo potęguje stres. 

 

Razem z dr. Marcinem Hermanowskim, prowadząc badania, skupiliście się na doświadczeniu terapeutów i terapeutek pracujących w trakcie pandemii i wojny w Ukrainie. Dlaczego tak? 

 

Pomysł na badanie pojawił się na początku pandemii, w momencie, gdy osoby pracujące terapeutycznie zaczęły adaptować się do nowych warunków, przede wszystkim do pracy online, a oprócz tego, jak pamiętamy, pandemia powodowała poczucie zagrożenia na ogromną skalę. Mieliśmy świadomość, że pandemia – spełniająca klasyczne kryteria traumy zmian społecznych – będzie oddziaływać nie tylko na jednostki, ale także na rodziny, społeczności lokalne i całe społeczeństwa, a jej konsekwencje dla zdrowia psychicznego będą znaczące. 

Zastanawialiśmy się, jak to uchwycić. Równolegle pojawiały się badania oparte na sondażach online, które miały charakter orientacyjny i dotyczyły głównie nasilenia problemów lękowych i depresyjnych wynikających z przewlekłego stresu. My zdecydowaliśmy się spojrzeć na te kwestie z perspektywy gabinetów psychoterapeutycznych, traktując psychoterapię jako system ekspercki i swoistą soczewkę pozwalającą lepiej zobaczyć skutki kryzysów społecznych. 

Przeprowadziliśmy trzy edycje sondażu, obejmując za każdym razem niemal 400 osób pracujących psychoterapeutycznie w całej Polsce. Trzeci etap rozpoczął się tuż przed wybuchem wojny w Ukrainie, a po jej rozpoczęciu został uzupełniony o dodatkowe pytania – dotyczące wojny. Respondenci reprezentowali wszystkie województwa, główne nurty terapeutyczne oraz zróżnicowane miejsca pracy, co pozwala mówić o szerokim spektrum doświadczeń zawodowych. Z pewną ostrożnością można więc uznać, że próba dobrze odzwierciedla zróżnicowanie środowiska psychoterapeutycznego i jest dla niego reprezentatywna. 

 

Czy możemy powiedzieć, jak wyglądał krajobraz psychologiczny Polaków w tym okresie? 

 

Pandemia wywołała głębokie, wielopoziomowe zmiany społeczne i wymagała ogromnego wysiłku adaptacyjnego: przejścia na tryb zdalny, życia w izolacji obarczonej codziennym ryzykiem zdrowotnym. Wymusiła również redefinicję podstawowych wartości – wolności, odpowiedzialności, solidarności – a także samego pojęcia bezpieczeństwa. Z jednej strony chodziło o bezpieczeństwo epidemiologiczne, z drugiej ujawniło się, że dom nie zawsze jest miejscem bezpiecznym, co potwierdzają dane o nasileniu przemocy domowej w czasie kryzysów, także sprzed pandemii. 

Jeśli spojrzymy na okres od początku pandemii do czasu po wybuchu wojny w Ukrainie, widać wyraźną dynamikę napięcia. W pierwszych miesiącach 2020 r. wskaźniki lęku, reakcji depresyjnych oraz objawów psychosomatycznych – takich jak zaburzenia snu czy trudności z koncentracją – były bardzo wysokie. Z czasem pojawiał się proces adaptacji i częściowy spadek napięcia, przerywany jednak kolejnymi wzrostami, które można interpretować jako efekt narastającego zmęczenia, przeciążenia, a nawet wyczerpania. 

Wybuch wojny w Ukrainie przyniósł gwałtowny wzrost dystresu, wyższy niż na początku pandemii. Pokazuje to, że równowaga w warunkach kryzysów społecznych jest stanem dynamicznym i kruchym, osiąganym ogromnym wysiłkiem. Po długim okresie mierzenia się z pandemią, gdy pojawiła się nadzieja na jej zakończenie, nastąpił kolejny silny wstrząs, który nałożył się na równowagę już wcześniej osłabioną, choć wypracowywaną dużym kosztem. 

Trauma nie jest więc wyłącznie samym wydarzeniem, lecz tym, co dzieje się w jego konsekwencji, tym, co destabilizuje jednostki oraz relacje społeczne. Jej skutki mogą być długotrwałe i nakładać się na kolejne kryzysy. 

 

Właśnie państwa badania pokazały, że wybuch wojny w Ukrainie aktywizował traumy międzypokoleniowe obecne w polskim społeczeństwie.  

 

Tak, historycznie rzecz biorąc, doświadczenie II wojny światowej wciąż wpływa na nasze życie. Jest obecne m.in. w rodzinnych przekazach. Wciąż żyją osoby, które doświadczyły wojny w dzieciństwie lub słyszały relacje starszych uczestników działań wojennych. Były to doświadczenia związane ze śmiercią bliskich, utratą środków do życia, przemocą – w tym przemocą seksualną – i innymi formami głębokiej destabilizacji. 

Niezależnie od tego, czy te doświadczenia były w rodzinach otwarcie werbalizowane, czy raczej tabuizowane, niosły ze sobą bardzo silne napięcie emocjonalne. Osoby, które przeżyły wojnę, często pozostawały niejako „zamrożone” w traumie, co miało konsekwencje międzypokoleniowe. Przejawiały się one m.in. obniżonym poczuciem bezpieczeństwa, większą lękowością, ale także podwyższoną depresyjnością w kolejnych pokoleniach. Dzieci i wnuki postrzegały swoich rodziców lub opiekunów nie jako osoby stabilne i dające poczucie bezpieczeństwa, lecz obciążone nierozwiązaną traumą. 

Wybuch wojny w Ukrainie uruchomił zasoby pamięci – zarówno rodzinne, jak i kulturowe. Ta ogromna emocjonalna mobilizacja polskiego społeczeństwa, jak możemy przypuszczać na podstawie danych z naszych badań, w dużej mierze wiązała się właśnie z aktywizacją traumy międzypokoleniowej. Odżyły rodzinne przekazy, ale także treści obecne w kulturze: literatura wojenna, filmy, obrazy i narracje głęboko zakorzenione w zbiorowej wyobraźni. Wszystko to sprawiło, że na dużą skalę pojawiło się ponowne doświadczenie destabilizacji. Zjawisko to było wyraźnie obserwowane przez psychoterapeutki i psychoterapeutów uczestniczących w naszych badaniach. 

 

Mówimy o osobach zgłaszających się na terapię, a jak to wyglądało z drugiej strony, z perspektywy osób, które udzielały pomocy?  

 

Nasze badania pokazują jasno, że choć możemy dysponować różnymi zasobami radzenia sobie, trauma społeczna nie oszczędza nikogo. Okres, w którym prowadziliśmy badania, był wyjątkowy, ponieważ osoby udzielające pomocy i osoby z niej korzystające mierzyły się z bardzo podobnymi trudnościami. W warunkach względnej stabilizacji społecznej byłoby to problematyczne, natomiast w sytuacji kryzysu społecznego stało się – w pewnym sensie – nową codziennością. 

 

Żyjemy w niespokojnych czasach. Czy możemy wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość z tych badań?  

 

Przede wszystkim nauczyliśmy się tego, że psychoterapia jako system ekspercki potrafiła zaadaptować się do nowych warunków. Po wybuchu wojny w Ukrainie pojawiły się również terapeutki – często kobiety, migrantki z Ukrainy, psycholożki i psychoterapeutki – które znalazły swoje miejsce w systemie pomocowym, świadcząc wsparcie zarówno osobom z doświadczeniem uchodźczym, jak i zdalnie tym, które pozostawały na miejscu. 

Można więc powiedzieć, że inkluzywność tego systemu oraz realne próby dopasowywania się do dynamicznie zmieniających się potrzeb w dużej mierze się powiodły. Oba kryzysy wyraźnie pokazały też, że równowaga jest stanem dynamicznym, nie jest czymś, co osiąga się raz na zawsze. 

W związku z tym warto inwestować w zdrowie psychiczne i w strategie radzenia sobie. Badania – także te wykraczające poza nasze analizy, których wyniki znane są od wielu dekad – pokazują, że w momencie pojawienia się kryzysu, niezależnie od tego, czy ma on charakter osobisty, życiowy, czy zewnętrzny, najbardziej narażone są osoby, które już wcześniej miały zaburzoną równowagę psychiczną lub emocjonalną. 

Dlatego tak istotne są działania profilaktyczne i prewencyjne: wzmacnianie zasobów zdrowia psychicznego, więzi oraz naturalnych sieci wsparcia, które pomagają radzić sobie z problemami i wyzwaniami. Ma to znaczenie zarówno wtedy, gdy ktoś nie korzysta z profesjonalnej pomocy, jak i wtedy, gdy z niej korzysta – dobrze jest bowiem, jeśli proces terapii jest wspierany przez naturalną sieć relacji, w której dana osoba funkcjonuje. 

Myślę, że jeszcze przez pewien czas będziemy mierzyć się z długofalowymi konsekwencjami zarówno pandemii, jak i wojny, która wciąż trwa. Sytuacja z 2022 r. pokazała, jak wrażliwą tkanką społeczną dysponujemy i w jaki sposób międzypokoleniowe traumy sprzed – wydawałoby się – wielu dekad nadal oddziałują na osoby żyjące tu i teraz. 

 

zob. też. Prof. UAM Honorata Jakubowska. Przełamując tabu