Przemówienie prof. Teresy Tomaszkiewicz z okazji przyznania medalu „Palmae Universitatis Studiorum Posnaniensis”
Ten dzień jest jednym z najważniejszych w moim życiu zawodowym, którego się doczekałam po prawie 50 latach mojej pracy. Spotkało mnie olbrzymie wyróżnienie.
Na początku chciałabym przeprosić za to, że trochę inaczej zacznę moje wystąpienie w stosunku do innych na tym podium, z poprzednich lat. Przepraszam za to, że nie jestem poznanianką z dziada pradziada, nie chodziłam do poznańskich szkół, nie studiowałam w UAM, nie broniłam doktoratu w tej naszej, kochanej uczelni.
Jestem łodzianką, absolwentką jednego z najlepszych liceów tego miasta, IV Liceum im. Emilii Sczanieckiej, szkoły nowatorskiej, postępowej, wyprzedzającej swoją epokę, i tu właśnie składam hołd jej dyrektorce, prof. Albinie Krucińskiej, i całemu gronu pedagogicznemu. Studiowałam po części w Łodzi, po części w Warszawie, doktorat wydał mi Uniwersytet Warszawski.
A jednocześnie, w tym momencie, zanim przejdę do podziękowań kierowanych do konkretnych osób i do różnych gremiów, muszę w pierwszej kolejności podziękować najbliższej mi osobie, poznaniakowi, mojemu mężowi, Zbigniewowi, za to, że – mimo moich protestów – tu mnie przywiózł. Dziś wiem, że miał rację, opierając się na tym porządnym, poznańskim racjonalizmie, i wiem, że dla mnie to była najlepsza życiowa decyzja.
Zatem stoję tu dzisiaj przed państwem, bo najlepsze moje osiągnięcia naukowe i dydaktyczne przypadły na 42 lata pracy i działalności właśnie tutaj, gdzie dzięki planom i życzliwości władz rektorskich, dziekańskich i instytutowych mogłam wprowadzić i rozwinąć nowe kierunki badawcze, zrealizować kilka nowoczesnych ścieżek kształcenia, zaistnieć i reprezentować UAM, Poznań, Polskę w wielu uczelniach czy gronach międzynarodowych. Dzięki temu, że mój uniwersytet wspierał mnie w wielu przypadkach zarówno moralnie, jak i finansowo, dzięki rozlicznym kontaktom międzynarodowym mogłam obserwować transformację stosunku Europy czy świata do Polski i w konsekwencji – do nas, tutejszych naukowców. Te stany przechodziły przez wiele etapów, które doprowadziły do uznania nas w kręgach akademickich za równorzędnych partnerów, na przykład kierowników projektów czy członków wielu europejskich gremiów. Mówię o tym, bo taki status osiągnęłam, na przykład wprowadzając nasz program kształcenia tłumaczy pisemnych i drugi – konferencyjnych – do europejskiej sieci programów magisterskich kształcących tłumaczy zawodowych (European Master’s in Translation). Ponadto zostałam wybrana w tajnym europejskim głosowaniu w 2014 roku na członkinię prezydium tej sieci. Paralelnie, w styczniu 2014 roku, zostałam powołana na eksperta oceny jakości tych programów i funkcję tę pełnię do dzisiaj.
Co zatem jest moją tematyką badawczą, co takiego nowego stworzyłam? Zacznijmy od tego, że polski system klasyfikacji dziedzin i dyscyplin przypisał mnie do dyscypliny językoznawstwo. Nie martwię się tym, bo solidne podstawy językoznawcze zdobyłam w okresie magisterskim i doktorskim, choć zdecydowanie uważam, że przekładoznawstwo zasługuje na status odrębnej dyscypliny. Niemniej tutaj przechodzę do pierwszych podziękowań i kieruję je do prof. dr. hab. Krzysztofa Bogackiego z UW, mojego mentora, doradcę, promotora pracy doktorskiej i wieloletniego przyjaciela.
Potem przyszło zainteresowanie nowinkami: analizą konwersacyjną i interakcjami w ludzkiej komunikacji, które doprowadziły mnie do skupienia się na tłumaczeniu audiowizualnym w całym spektrum (w formie napisów, dubbingu, głosu lektorskiego, audiodeskrypcji, języka migowego). Inspiratorką dla mnie nie w kwestii tłumaczenia, ale w analizie konwersacyjnej była prof. Catherine Kerbrat-Orecchioni, kierowniczka mojego rocznego stypendium post-doc w Lyonie i jedna z recenzentek mojej habilitacji.
Moje zainteresowania tłumaczeniem audiowizualnym pojawiły się pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy ta tematyka nie stanowiła jeszcze podstaw do refleksji naukowej. Można powiedzieć, że byłam pionierką na tym terenie nie tylko w Polsce, ale również w Europie. To dopiero druga połowa lat dziewięćdziesiątych przyniosła powoli rozwój tej dziedziny i powiem nieskromnie, że byłam cytowana w dziesiątkach prac, które wtedy zaczęły być wydawane w różnych krajach i językach.
Inną osobą, która współpracowała z grupą lyońską, była prof. Elisabeth Guelich z Uniwersytetu w Bielefeldzie. Dzięki jej poparciu uzyskałam stypendium von Humboldta i nawiązałam wieloletnią współpracę naukową w formie wspólnych projektów i publikacji, jak i dydaktyczną w formie prowadzonych wspólnie seminariów specjalizacyjnych dla studentów romanistów niemieckich i moich z Poznania. Podkreślam z radością, jak fantastycznie ci młodzi ludzie, w tamtych warunkach, cudownie się integrowali i świetnie ze sobą współpracowali, tworząc ciekawe projekty.
Podobny program dydaktyczno-naukowy stworzyłam we współpracy z kilkoma uniwersytetami frankofońskimi w Kanadzie. Ten projekt zakładał tłumaczenie tekstów mniejszościowych literatur frankofońskich na język polski przez moich studentów, we współpracy z kolegami kanadyjskimi, co zakończyło się publikacją antologii. Takie projekty miałam również z Belgią, ale nie mamy czasu, aby to rozwijać.
Muszę dodać, że jeździłam z dziesiątkami wykładów do uniwersytetów w wielu krajach. Niech tylko wspomnę o moim uczestnictwie przez kilka lat w studiach doktoranckich na Uniwersytecie Autonomicznym w Madrycie, na studiach magisterskich w Uniwersytecie w Genewie, na studiach podyplomowych w Vigo, w Hiszpanii. We wszystkich tych miejscach zaczynałam każde z wystąpień od przedstawienia naszego uniwersytetu, za pomocą tworzonych z tych okazji prezentacji, do których włączałam nasze krówki uniwersyteckie – i to była furora: dobra propaganda naukowa.
Te wszystkie moje działania zaowocowały wskazywaniem mnie na inne ważne stanowiska, jak choćby w RDN, w której działam już drugą kadencję. Zostałam również wybrana do Komitetu Językoznawstwa PAN, też po raz drugi.
I na końcu zaznaczę, że od roku 1993 do dzisiaj pełniłam wszystkie możliwe funkcje administracyjno-organizacyjne w naszej uczelni: wicedyrektora i dyrektora IFRom, prodziekana ds. studenckich, a potem naukowych Wydziału Neofilologii; dziekana WN dwie kadencje; członkini Senatu i przewodniczącej Senackiej Komisji ds. Rozwoju. A także, przez lata, jako członkini RW z wyboru.
Ale wiemy dobrze, że sukces pojedynczego człowieka jest przede wszystkim sukcesem instytucji i osób ją tworzących. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, z którymi współpracowałam, którzy mi pomagali i wspierali, wymienię zatem te najważniejsze w moim życiu osoby, jakby chronologicznie:
Dyrektorzy mojego Instytutu: profesorowie śp. Józef Sypnicki i Henryk Misterski, no i obecny dyrektor: prof. Mirosław Loba.
Dziekani WN: prof. Stanisław Puppel; śp. prof. Józef Darski; a także, następujący po mnie: profesorowie Aldona Sopata, Krzysztof Stroński i Andrzej Narloch, któremu dziękuję za dzisiejszą laudację.
Magnificencje Rektorzy, z którymi miałam zawsze konstruktywne kontakty: profesorowie śp. Stefan Jurga, śp. Stanisław Lorenc; profesorowie Bronisław Marciniak, Andrzej Lesicki, no i oczywiście obecna Pani Rektor, prof. Bogumiła Kaniewska.
Na koniec dziękuję jeszcze:
Wszystkim studentkom i studentom, którzy w liczbie ok. 250 przewinęli się przez moje seminaria magisterskie, uczestnicząc spontanicznie i z zainteresowaniem (mam nadzieję) w wielu projektach, które realizowaliśmy wspólnie, w różnych kontekstach tłumaczeniowo-komunikacyjnych;
moim dziewczynom z Zakładu (bez tytułów): Barbarze Walkiewicz, Justynie Woroch, Małgorzacie Czubińskiej, Monice Dzidzie-Błażejczyk, za ciągłą obecność i notoryczne wspieranie mnie w moich inicjatywach;
oraz najważniejszej grupie mojego życia, osobom, bez których akceptacji nie miałabym spokojnego domu, potrzebnego naukowcom. Mężowi już podziękowałam, a teraz – Idalio i Michale: dziękuję Wam, że znosiliście mój nieregulowany niczym czas pracy, że akceptowaliście nasze wspólne wielomiesięczne pobyty w różnojęzycznych krajach i niecierpliwie czekaliście na wizytę taty. Izo i Martinie: bardzo się cieszę, że dzisiaj jesteście z nami i razem przeżywamy ten ważny dla Waszej teściowej / świekry dzień.
A teraz jeszcze raz dziękuję wszystkim Państwu za uwagę i uczestnictwo w tej jakże podniosłej dla mnie uroczystości. Pani Rektor, dziękuję!