Dr Piotr Grzelczak. Pamięć zakazana, pamięć odzyskana

Poznański Czerwiec 1956 to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń w najnowszych dziejach Polski. Tej oczywistej, podręcznikowej konstatacji należałoby przeciwstawić inną. Wielki i – co istotne – oddolny bunt Poznaniaków okupiony krwią kilkudziesięciu ofiar był przez kolejne dziesięciolecia marginalizowany, obłożony urzędową anatemą i spychany w sferę społecznej niepamięci, co istotnie kłóci się z jego wielką rangą historyczną. 

 

W tym nieoczywistym zestawieniu nie ma jednak przypadku. Droga, która doprowadziła Czerwiec 1956 do przyznania mu należnego miejsca w narodowym panteonie pamięci, była bowiem wyjątkowo długa i wyboista. Warto o tym pamiętać zwłaszcza dziś, gdy już w wolnej Polsce „o pierwszym buncie społeczeństwa w PRL” przypominamy sobie zazwyczaj w tzw. trybie rocznicowym. 

Zasadniczy problem z Czerwcem 1956 od samego początku miała, co oczywiście zrozumiałe, komunistyczna władza. Jego oddolny, antysystemowy, a przede wszystkim robotniczy charakter trwale zniszczył propagandowe lustro, w którym tak lubiła przeglądać się Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. „Poznań” nie tylko przecież zwiastował jeden z największych kryzysów w dziejach systemu politycznego budowanego nad Wisłą i Wartą pod nieprawdziwymi hasłami sojuszu robotniczo-chłopskiego, władzy ludowej, sprawiedliwości dziejowej etc., ale przede wszystkim w widowiskowy sposób godził w samą istotę owego siłą narzuconego porządku, w ramach którego bunt robotników przeciw reprezentującej ich klasowe interesy robotniczej władzy był właściwie niemożliwy. Skoro jednak do niego doszło, rodziło to naturalną konstatację, że władza owych interesów nie reprezentuje, że jej historyczne powołanie to wielki blef, że traci tym samym jakikolwiek mandat do rządzenia w imieniu tzw. klasy robotniczej. To właśnie z tej przyczyny tyle wysiłku i energii włożono najpierw w brutalne stłumienie Czerwca 1956 bezpośrednio na poznańskiej ulicy, a krótko potem w kampanię propagandową mającą objaśnić społeczeństwu PRL jego „obcą” naturę. 

Wczesnym latem 1956 r. niemieszczące się w żadnych ideologicznych ramach wystąpienie robotników Poznania zostało tym samym zdefiniowane jako prowokacja, kontrrewolucyjna awantura, dywersja i spisek, za które pełną odpowiedzialność ponosić miał szeroko pojęty „wróg”. Ta budząca powszechny sprzeciw ocena Poznańskiego Czerwca 1956, wzmocniona dodatkowo słynną radiową mową premiera Józefa Cyrankiewicza, w czasie której grzmiał on o odrąbywaniu ręki tym wszystkim, którzy ośmieliliby się ją podnieść na władzę ludową, została tymczasowo zakwestionowana na fali Października 1956 przez powracającego do władzy i dobrze odczytującego społeczne nastroje Władysława Gomułkę. Dokonana przezeń redefinicja Czerwca 1956 wskazywała, że do poznańskiego pęknięcia doprowadziły błędy stalinizmu wypaczające istotę idealnej socjalistycznej doktryny, zaś sam protest miał charakter robotniczy i był uprawniony. W tej tymczasowo użytecznej interpretacji tkwiło jednak spore niebezpieczeństwo, gdyż siłą rzeczy legitymizowała ona niedopuszczalną w obowiązującym systemie politycznym instytucję robotniczego strajku. To właśnie z tej przyczyny już w 1957 r. zdecydowano się na zduszenie rozwijającej się dyskusji wokół Czerwca 1956 gomułkowskim: „Ciszej nad tą trumną”. Problem generowany przez „Poznań”, jego pamięć i dziedzictwo musiał być w każdym razie znaczny, skoro w przededniu jego pierwszej rocznicy do czerwcowego matecznika, czyli Zakładów Cegielskiego, pofatygował się sam Gomułka, aby zaapelować do poznańskich robotników o zaciągnięcie „żałobnej kurtyny milczenia” nad ubiegłoroczną „rodzinną tragedią”. Błyskawiczne opuszczenie owej kurtyny odbywało się w asyście wysoko postawionych sekretarzy partii władzy, powolnych im związków zawodowych, wyjątkowo ostrej cenzury prewencyjnej, a także nadzwyczajnej aktywności tajnej policji politycznej. 

Późną wiosną 1957 r. rozpoczęto proces wdrażania najdłuższej, bo ponaddwudziestoletniej, strategii obranej przez ludową władzę wobec Poznańskiego Czerwca 1956, strategii konsekwentnego przemilczenia. Gwarantem jej skuteczności w przestrzeni publicznej były represje wymierzone we wszystkich tych, którzy czerwcową ewaporację chcieliby przełamać. Nie oznaczało to jednak, że doświadczenie Czerwca zniknęło z dnia na dzień. Jego wyraźne echa znajdziemy zarówno na tzw. ulicy w czasie kolejnych kryzysowych przesileń w PRL, a także… w gabinetach zajmowanych przez przedstawicieli partii władzy. Wymownym tego dowodem pozostają słowa I sekretarza KW PZPR w Poznaniu Kazimierza Barcikowskiego, który wspominając poznańską odsłonę Grudnia 1970, pisał wprost: „Nad wszystkimi naszymi pracami w tych dniach dominowało jedno pragnienie: nie dopuścić do powtórzenia się w Poznaniu wydarzeń roku 1956”. Charakterystyczny jest przy tym fakt, że kolejne kryzysy, cyklicznie nawiedzające PRL, wzmacniały zakazaną pamięć o Czerwcu, który zaczynał być rozumiany jako fragment szerszej, rozłożonej w czasie sekwencji wydarzeń ilustrujących fundamentalny spór na linii władza – społeczeństwo. 

Zwiastunem nadchodzącej zmiany w zakresie miejsca Czerwca 1956 w polskiej przestrzeni publicznej były lata 1976-1980, które przyniosły w PRL budowę zorganizowanej opozycji. Postanowiła ona nie tylko odwołać się do tradycji „Poznania”, ale także starała się podejmować, oczywiście w sposób adekwatny do swoich – wciąż skromnych – możliwości, zorganizowane próby jego upamiętnienia. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero na fali powstania „Solidarności”, która jednoznacznie uznała Czerwiec za jeden z najważniejszych budulców swojej młodej tożsamości. Właściwie dopiero teraz pojawiła się wyrazista i skonceptualizowana, opozycyjna wykładnia „Poznania”, ukazująca tradycję oporu, obnażająca zakłamanie komunistycznej ideologii i praktyki, tym silniejsza, że wzmocniona także późniejszymi wydarzeniami: Grudniem 1970 i Czerwcem 1976. Szczytowym momentem tych wydarzeń było odsłonięcie monumentalnego Pomnika Poznańskiego Czerwca 1956 na Placu Mickiewicza (28 VI 1981 r.) oraz publikacja książki „Poznański Czerwiec 1956” pod red. Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trojanowiczowej (Poznań 1981). Warto przy tym zauważyć, że gwałtowność owego upomnienia się o Czerwiec nie tylko świadczyła o głęboko skrywanej społecznej potrzebie jego upamiętnienia, ale stanowiła również koronny dowód na to, że polityka historyczna prowadzona wobec niego przez blisko ćwierć wieku poniosła spektakularną porażkę. Komunistyczne władze znalazły się wówczas w głębokiej defensywie. Odreagować po 13 grudnia 1981 r. mogły, dopiero gdy rozwinęły rozmaite strategie zmierzające z jednej strony do zneutralizowania solidarnościowego dyskursu o Poznańskim Czerwcu 1956, z drugiej zaś do swoistego przejęcia i politycznego oswojenia jego odrzucanego przez lata dziedzictwa. Tego typu działania okazały się jednak spóźnione, a także wyjątkowo nieskuteczne, i to mimo potężnego wsparcia polityczno-propagandowego. Do końca lat 80. partyjne władze stojące za organizacją kolejnych oficjalnych rocznic Czerwca 1956 zyskały bowiem potężnego przeciwnika w walce o jego pamięć, jakim były podziemne struktury opozycyjne. 

W 1989 r. złożony proces odzyskiwania najpierw zakazanej, późnej zaś zmanipulowanej pamięci dobiegł szczęśliwie końca. Miejsce Poznańskiego Czerwca 1956 w polskiej przestrzeni publicznej wydaje się dziś niepodważalne. Wraz z nieuchronnym odchodzeniem bezpośrednich uczestników poznańskiego zrywu, którzy w wolnej Polsce byli naturalnymi depozytariuszami Czerwcowej pamięci, trzeba sobie jednak postawić fundamentalne pytanie: co tak naprawdę z Czerwca 1956 dziś pamiętamy i jak go rozumiemy? Nie chodzi tu nawet o wymienienie najważniejszych nazwisk Czerwcowych bohaterów, obecnych od jakiegoś czasu w miejskiej onomastyce, czy też wyjaśnienie przesłania Poznańskich Krzyży. Wydaje się bowiem, że po 70 latach stoimy przed daleko poważniejszym zadaniem, jakim jest przygotowanie dla Czerwca 1956 i jego wielkiego historycznego przesłania zupełnie nowej płaszczyzny pamięci. Wszystko po to, aby mógł on stać się elementem nie tylko poznańskiej czy też wielkopolskiej tożsamości i dumy, ale ogólnopolskim, niejako uniwersalnym symbolem niezgody i oporu wobec nieprawości władzy. 

zob. też Miałem tylko 13 lat. Tak zapamiętałem Poznański Czerwiec