Śpiew jako język wspólnoty. Prof. Nicholas Bannan na UAM

Prof. Nicholas Bannan w trakcie warsztatów, fot. Władysław Gardasz
Prof. Nicholas Bannan w trakcie warsztatów, fot. Władysław Gardasz

– Nie chodzi o same nazwy dźwięków czy teorię, ale o doświadczanie muzyki całym ciałem. Gest, ruch i głos mają wspierać intuicyjne rozumienie relacji między dźwiękami – instruował studentów prof. Nicholas Bannan. Światowej sławy muzykolog, dyrygent i pedagog z The University of Western Australia w Perth odwiedził Wydział Nauk o Sztuce, gdzie wygłosił wykład i poprowadził warsztaty Harmony Signing. 

 

Profesor Bannan specjalizuje się w badaniach nad ewolucyjnymi podstawami muzyki, relacją między śpiewem, językiem i komunikacją społeczną oraz nowoczesnymi metodami edukacji muzycznej. W swoich publikacjach podkreśla, że muzyka stanowi uniwersalny element ludzkiego doświadczenia i odgrywa kluczową rolę w budowaniu więzi społecznych.  

Karierę muzyczną rozpoczynał jako chórzysta katedry w Canterbury, studiował muzykę na Uniwersytecie w Cambridge, a następnie przez wiele lat pracował jako dyrygent i pedagog w Wielkiej Brytanii, m.in. w Eton College oraz Yehudi Menuhin School. Przez 12 lat prowadził londyński chór kameralny The Esterhazy Singers. 

W świecie naukowym prof. Nicholas Bannan zasłynął jako twórca metody Harmony Signing – autorskiego języka gestów umożliwiającego zbiorową improwizację wokalną i rozwijanie zespołowej kreatywności.  

– W metodzie Harmony Signing zbiorowa improwizacja wokalna powstaje dzięki prostym gestom, częściowo wywodzącym się z systemów Johna Curwena i Zoltána Kodálya, a częściowo z tradycyjnej dyrygentury – tłumaczyła tuż przed spotkaniem dr Ewa Schreiber, prodziekan ds. naukowych wydziału i koordynatorka wizyty profesora w Poznaniu. 

– Opiera się ona na usystematyzowanym języku manualnym, który jest stosunkowo łatwy do opanowania. Uczestnicy uczą się otwartości na siebie nawzajem, improwizują, komponują i mogą przejmować rolę lidera zespołu. Metoda ta jest szczególnie skuteczna w angażowaniu uczestników we wspólne muzykowanie, sprzyja szybkiemu doskonaleniu słuchu muzycznego i pracy w grupie – wyjaśniła. 

– Profesor Bannan testował swoją metodę w różnych krajach, m.in. w Kanadzie, Niemczech, USA, Brazylii i Chinach, a także w miejscu swej długoletniej pracy pedagogicznej, na University of Western Australia – zaznacza dr Schreiber – dlatego bardzo ucieszył nas pomysł przeprowadzenia warsztatów śpiewu właśnie w Poznaniu. To wydarzenie stało się możliwe dzięki wsparciu Urzędu Miasta w ramach programu Akademicki Poznań, a dodatkowym impulsem do przyjazdu badacza na UAM była współpraca z poznańskim muzykologiem, prof. UAM Piotrem Podlipniakiem.  

W ramach swojej wizyty prof. Bannan wygłosił także wykład otwarty pt. „Ewolucja muzyki: instynkt śpiewania i jego przywracanie w dzisiejszym społeczeństwie” („The Evolution of Music: the instinct to sing and its restoration in today’s society”), w którym omawiał ewolucyjne źródła ludzkiej zdolności do muzykowania. 

Warsztaty dla poznańskich studentów muzykologii rozpoczęły się bez jednego słowa. Dopiero w dalszej części spotkania prof. Nicholas Bannan wyjaśnił, że taki zabieg miał uzmysłowić uczestnikom, iż podstawą wspólnego muzykowania są wzajemne reakcje głosów oraz uważne słuchanie siebie nawzajem. Jak podkreślał, zdolność do śpiewu ma głębokie uwarunkowania ewolucyjne i jest wspólna wszystkim ludziom – niezależnie od kultury czy języka – a zmiany głosu w okresie dojrzewania stanowią uniwersalny element ludzkiej biologii. 

W swoich badaniach prof. Nicholas Bannan zwraca też uwagę na terapeutyczne właściwości śpiewu, wskazując, że zdolność do śpiewania bywa zachowana nawet u osób z afazją – zaburzeniem mowy spowodowanym uszkodzeniem mózgu. Liczne obserwacje kliniczne pokazują, że pacjenci mający trudności z mówieniem potrafią śpiewać słowa, co czyni śpiew ważnym narzędziem wspierającym rehabilitację neurologiczną, komunikację i dobrostan emocjonalny. 

W trakcie zajęć uczestnicy stopniowo poznawali i ćwiczyli podstawowe zasady budowania struktury muzycznej, takie jak równoległy i przeciwny ruch głosów, relacje między konsonansem i dysonansem oraz następstwa napięć i odprężeń. Istotnym elementem warsztatów była jednak improwizacja i współodpowiedzialność za brzmienie zespołu. 

– Gesty nie są celem samym w sobie, ale sposobem pokazania, że rozumiemy relację z innymi – zaznaczał profesor. Dzięki temu nawet osoby bez formalnego wykształcenia muzycznego mogły szybko wejść w proces twórczy i współtworzyć wielogłosową strukturę. 

Profesor Bannan zwracał również uwagę na uniwersalny charakter muzyki, podkreślając, że nie wszystkie kultury posługują się harmonią w europejskim rozumieniu. Metoda Harmony Signing pozostaje więc elastyczna i otwarta – umożliwia pracę zarówno z harmonią funkcyjną, jak i z innymi sposobami organizacji dźwięku, dostosowanymi do kontekstu kulturowego i edukacyjnego. 

Jak zaznaczał, celem proponowanej przez niego praktyki jest możliwie najprostsze i najbardziej intuicyjne ukazanie relacji między dźwiękami. W jego przekonaniu zależności harmoniczne można nie tylko usłyszeć, lecz także „zapamiętać ciałem”, dzięki czemu muzyka przestaje być abstrakcyjną teorią, a staje się zrozumiałym i żywym językiem. 

 

 

Tuż przed warsztatami mieliśmy okazję zadać profesorowi kilka pytań 

 


Jak narodziła się metoda Harmony Signing i jaką rolę odegrała w tym pana praca z chórem dziecięcym? 

 

Zaczęło się od obserwowania instynktownych reakcji dzieci na muzykę. W szczególności jednak impulsem do rozwinięcia praktyki „harmonicznego gestu” była moja praca z chórem dziecięcym, który założyłem na Uniwersytecie w Reading. Uczestniczyły w nim dzieci w wieku od 7 do 11 lat. Zależało mi właśnie na tej grupie wiekowej – w Anglii dzieci do 11. roku życia uczęszczają do szkoły podstawowej, a potem przechodzą do szkoły średniej, więc to bardzo szczególny moment rozwojowy. 

Zamiast robić to, co robi większość chórów – czyli ćwiczyć repertuar, by jak najlepiej wykonać go na koncertach – oczywiście trochę koncertowaliśmy, ale miałem też silną potrzebę sprawdzenia, co się stanie, jeśli połowa wykonywanej muzyki będzie tworzona przez same dzieci. Zwyczajne dzieci w tym wieku nie potrafią jeszcze czytać ani zapisywać nut. Dlatego, kiedy pracowaliśmy nad kompozycją, mogły zapisywać pojedyncze słowa albo wykorzystywać fragmenty znanych piosenek. Najważniejsze było jednak to, żeby same wymyślały utwory – i to zadziałało znakomicie. 

W trakcie tej pracy, gdy korzystaliśmy z gestów Kodálya – znaków wykonywanych rękami, ilustrujących relacje dźwięków w opracowanym przez niego systemie – dzieci nauczyły się śpiewać wielogłosowo. Eksperyment polegał na tym, czy da się podzielić chór na małe grupy, po około osiem osób, i pozwolić im samodzielnie decydować, nad jaką piosenką pracują. Chciałem też sprawdzić, czy dziecko, które stworzyło dany utwór, może poprowadzić wykonanie bez użycia fortepianu – tak, by różne piosenki mogły się ze sobą łączyć. 

Pamiętam szczególnie jedną dziewięcioletnią dziewczynkę, która powiedziała: „Panie Bannan, wiemy, jaką piosenkę śpiewać, ale nie wiemy, kiedy ją rozpocząć”. Chodziło więc o wzorzec – o to, kiedy wejść z danym akordem, w którym momencie utworu. Odpowiedziałem jej: „Po prostu porusz ręką. Porusz nią, a reszta będzie patrzeć”. To absolutna podstawa dyrygowania – bardzo prosta gestykulacja, a jednocześnie niezwykle silne narzędzie, mające ogromne znaczenie w różnych kontekstach. I to był właśnie początek. 

Jak doświadczenia pracy z muzykami i tradycjami z różnych kultur wpłynęły na kształt metody Harmony Signing? 

Myślę, że są tu dwa główne czynniki. Pierwszy wiąże się z ludźmi, z którymi pracowałem podczas rozwijania tej praktyki. Jednym z nich był Trân Quang Hai – wietnamski badacz głosu i wykonawca, wówczas profesor École Normale w Paryżu. Tam się poznaliśmy, a później także współpracowaliśmy przy książce. 

Jego podejście do śpiewu pozwoliło mi zobaczyć, w jaki sposób harmonia funkcjonuje w praktykach muzycznych innych kultur. Bardzo dobrze współgrało to z muzyką z Tonga, Fidżi, północnej Afryki czy środowisk migrantów w Niemczech. Nie chodziło o analizowanie ich muzyki ani o jej przetwarzanie, lecz raczej o intuicyjne poczucie, że istnieje tu wspólna płaszczyzna. 

Drugim ważnym wpływem był Pedro Espi-Sanchis – katolicki misjonarz, który przez ok. 50 lat pracował w Afryce Wschodniej, zajmując się muzyką m.in. w Namibii i Mozambiku. Wiele pieśni, których mnie nauczył i które później wykorzystywałem w edukacji, opierało się właśnie na prostych strukturach harmonicznych. 

Miałem więc poczucie, że – nawet jeśli w niewielkim stopniu – taka praktyka pozwala na adaptacje, które naturalnie łączą się z innymi kulturami. Ważna jest tu także pewna niejednoznaczność. Za chwilę zamierzam poprowadzić okołopółgodzinne ćwiczenie, podczas którego nie powiem ani słowa. 

 

Dlaczego z perspektywy ewolucyjnej śpiew – obecny wcześniej niż język – odgrywa tak ważną rolę w rozwoju człowieka, budowaniu więzi i terapii? 

 

To istotne również z perspektywy ewolucyjnej. Darwin, a po nim wielu neurologów i lingwistów, zwracał uwagę na to, że w procesie ewolucji – w porównaniu z naszymi najbliższymi krewnymi, jak szympansy, orangutany czy goryle – zmiana postawy ciała wpłynęła na pozycję krtani, sposób oddychania i wydawania dźwięków. My potrafimy oddychać i śpiewać przez długi czas bez przerwy; szympansy nie są w stanie tego zrobić. Nie mają do tego odpowiednich mechanizmów, także na poziomie neurologicznym. 

To skłoniło mnie do refleksji, czy to właśnie dźwięki – to, co słyszymy – nie mają ogromnego wpływu na to, co zapamiętujemy od momentu narodzin. Nasze pierwsze krzyki i dźwięki są przecież znacznie bliższe śpiewowi niż językowi. Języka uczymy się później. Mam wrażenie, że w edukacji często dzieje się tak, że uczymy się języka, a muzyka stopniowo zanika. 

Jeśli jednak utrzymujemy obie te sfery aktywności – muzykę i język – jeśli śpiewamy razem, rozwijamy te kompetencje równolegle, możemy powiedzieć, że muzyka jest nie tylko formą terapii, ale też mechanizmem budowania więzi między ludźmi i przygotowania do późniejszych etapów życia. Jeden z projektów realizowanych w społecznościach osób z chorobą Alzheimera w Anglii w połowie pierwszej dekady XXI w. pokazał, że śpiew bywa sposobem przywracania języka nawet u osób, które nie są już w stanie mówić. 

To wszystko pokazuje, jak wiele mamy powodów, by wrócić do prawdziwej wartości muzyki i by umieć korzystać z własnego głosu przez całe życie. 

 

 

Głosy uczestników warsztatów 

 

Stanisław Antoni Godek 

Tematyka i zakres badań prof. Bannana są dla mnie żywym dowodem, że muzykologia jest nauką nie tylko bardzo pojemną i interdyscyplinarną, ale także wciąż się rozwijającą, co stanowi bardzo dobry prognostyk dla mojego muzykologicznego pokolenia, jak i kolejnych. Ponadto jestem bardzo dumny i szczęśliwy, że w Instytucie Muzykologii UAM dzieje się tyle dobrego. Jako student, który naprawdę żyje swoim kierunkiem i kocha to, co studiuje, muszę powiedzieć, że takie prelekcje, wydarzenia i inicjatywy tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że znajduję się we właściwym miejscu, dla którego chcę się starać i poświęcać. 

 

+++++++++++++++++++++

Emilia Wójcik 

Po wysłuchaniu wykładu profesora stwierdziłam, że muszę na żywo doświadczyć tego, czym zajmuje się prof. Bannan. Jako osoba od kilku lat pracująca z chórem amatorskim byłam bardzo zainteresowana nowymi metodami nauki muzyki u osób niepotrafiących czytać nut. Warsztaty zrobiły na mnie ogromne wrażenie – zaznajomiona z metodą Kodálya, mogłam zapoznać się z własną metodą profesora, która bardzo do mnie przemówiła. Sposób nauki – i zachęta do śpiewania – poprzez jednoczesne intonowanie dźwięków i pokazywanie ich wysokości gestami jest naprawdę obiecującą metodą pracy. Z dość skromną wiedzą na temat metody profesora zaczęłam czytać na ten temat w internecie i spróbowałam zastosować jego założenia podczas próby mojego chóru. Chórzyści – głównie osoby nieznające nut – bardzo dobrze odpowiedzieli na ten sposób pracy, co tylko potwierdza skuteczność metody prof. Bannana. Wiedza zdobyta dzięki warsztatom profesora zostanie ze mną na długo i będę ją stosować we własnej pracy. 

zob. też Prof. Marcin Gmys. Chiński fortepian