To, co zdarzyło się w czerwcu 1956 r., było bez wątpienia jednym z najważniejszych wydarzeń w naszym mieście. To był akt desperacji mający ratować godność mieszkańców, godność Polaków. Po 70 latach od tamtych dni wiemy już bardzo dużo na temat genezy, przebiegu i skutków poznańskiego powstania. Mało wiemy natomiast o żołnierzach, zmanipulowanych przez system, wykonujących rozkazy, strzelających do ludzi lub przeciwnie, odmawiających wykonania rozkazu, inwigilowanych przez bezpiekę, aresztowanych…
Specjalna grupa operacyjna Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego niemal od początku działała na ulicach miasta. Wojskowe UB obserwowało zachowania żołnierzy i sporządzało raporty o wszelkich „odstępstwach od normy”. Grupą kierował płk Radzienczak – zastępca szefa Głównego Zarządu Informacji. To dla niego oraz władz wojskowych sporządzony został specjalny raport odbity w trzech jednobrzmiących egzemplarzach. W Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie jedna z kopii trafiła do teczki 1812/92/90.
,,O wynikach pracy grupy operacyjnej GZI w Poznaniu w kierunku wykrycia sprawców prowokacyjnych zajść” – to tytuł raportu przygotowanego przez wojskowych bezpieczniaków. Lista tych, którzy „zawinili”, jest długa. Aresztowano 5 żołnierzy i 2 cywili, wszczęto śledztwo przeciwko 8 wojskowym, ,,którzy wykazali postawę bądź pochwalającą prowokację, bądź w inny sposób wyrazili z nią swoją solidarność”. Opisy są obszerne. Nie brakuje nazwisk donosicieli. Poniżej kilka przypadków z długiej listy...
Strzelał do gmachu
Podchorąży Stanisław Niekłan ze Szkoły Oficerskiej w Poznaniu miał zdaniem wojskowych organów śledczych brać aktywny udział w ostrzeliwaniu gmachu UB. Dodatkową winą podchorążego było ostrzeliwanie jednego z czołgów oraz oddanie pistoletu maszynowego Poznaniakom.
Doniósł kolega
Sierżanta Zdzisława Przybycienia zadenuncjował kapitan K. z poznańskiego UB. Stało się to tuż po zatrzymaniu jednego z cywili. Niejaki M., znajdując się w gmachu UB, stwierdził jednoznacznie, że wśród walczących Poznaniaków znajduje się sierż. Przybycień. Dodatkowym dowodem przeciw niemu były fotografie wykonane przez pracowników UB. Rannego sierżanta odnaleziono w poznańskim szpitalu.
Zbyt głośno mówił
Bogusław Kruszona w 1956 r. pełnił służbę w jednostce w Ustce. W czasie zajść przebywał w Poznaniu na 14-dniowym urlopie. Jak twierdzili świadkowie, 28 czerwca był na ul. Dąbrowskiego. Widząc żołnierzy zajmujących ulicę, miał pod ich adresem powiedzieć ,,stoją i patrzą jak bandyci na ludzi”. Te słowa wystarczyły, by go aresztowano. Doniesienie w tej sprawie złożyło trzech podchorążych W raporcie wymienia się ich z nazwiska.
Krewny zdrajcy?
Donos na kpt. Jareckiego z poznańskiej jednostki nosi wszelkie znamiona prowokacji. Jak czytamy w aktach, był on krewnym innego oficera z lotnictwa, który miał się okazać zdrajcą. Kapitana zadenuncjowali koledzy z jednostki, którzy twierdzili, że wypowiadał antypaństwowe hasła i twierdził, że to, co działo się na ulicach, to wynik nędzy, a nie działania imperialistów. To on miał twierdzić, że pierwsze ogień otworzyło UB – ,,Pewna kobieta strzelała do dzieci”… Z dalszych informacji wynikało, że na kapitana zbierano doniesienia już od dawna.
Namawiał do złego
Kapral Jerzy Boguś z jednostki pancernej w Biedrusku według doniesień świadków miał brać aktywny udział w demonstracji, przyłączając się do tłumów na ul. Mickiewicza. Miał również namawiać żołnierzy ze Szkoły Oficerskiej do zdania broni i wzięcia udziału w walce po stronie Poznaniaków. Ponoć próbował też rozbroić jednego z podchorążych, a później brał udział w walkach o gmach Urzędu Bezpieczeństwa.
Był w mundurze
Podporucznik Rajmund Kuźnicki z jednostki w Krzesinach w czasie zajść miał przebywać pod budynkiem KW PZPR. Doniesienie na niego złożył K. Zdaniem donosiciela podporucznik miał wykrzykiwać, że żałuje, iż jest w mundurze, bo pokazałby wszystkim, co należy robić z komunistami, a ponadto pochwalał wystąpienia ,,prowokatorów”.
Ciche protesty, a za nimi fala donosów przetoczyła się przez całą Polskę. Główną mocą sprawczą była wówczas plotka, często mocno wyolbrzymiana, ale dzięki temu notesy wojskowych tajniaków puchły w szwach, a szef Głównego Zarządu Politycznego gen. Kazimierz Witaszewski miał co czytać. Oj, miał.
Raporty otrzymywał przez cały lipiec. Musiała go mocno boleć głowa, gdy czytał choćby, że niejaki kpt. Wiesław Suliński na głos mówił: „Niech dadzą robotnikom dobrobyt, a nie tylko obiecanki. Moim zdaniem mogli robić strajki, a nie wychodzić na ulicę” czy sierż. Jan Czajka: „Naprawdę trudno się dziwić robotnikowi, który zarabia 500 zł”. Zaniepokojenie musiał u niego wzbudzić por. Wolny, który w trakcie spotkania z donosicielem miał powiedzieć: „zanim otworzę ogień do robotników, najpierw sam sobie strzelę w łeb”. Wtórował mu por. Zdanowski: „Ja z czystym sumieniem winnych zaburzeń postawiłbym pod mur i załatwił się z nimi. Mówi się, że naród jest oddany partii, ale gdyby doszło do wojny i przyszła mobilizacji, to wszystko poszłoby do lasu”. Z kolei kpt. Bronisław Mysak mówił: „Ten strajk był do przewidzenia. Robotnicy są wyzyskiwani. Oburzeni byli na rząd, że towary zagraniczne kupowali sami członkowie rządu, a robotnicy nie dostali nic”.
To wszystko wyjątki z obszernych zbiorów, wśród których nie brakuje:
- podsłuchów
Jak ustalono, w dniu 29.06.1956 w godzinach rannych szef Węzła Ruchomego 17 Bat. Łączności kpt. Sikorzak wspólnie z pięcioma szeregowymi słuchali audycji nadawanej przez zachodnie rozgłośnie w celu sprawdzenia prawdziwości podanych w naszej prasie komunikatów.
- znalezisk
28 czerwca o godz. 12.00 elew Gegel znalazł na boisku antypaństwową ulotkę w języku polskim i rosyjskim wydaną przez Sztab Główny NTS. Ulotka była nowa, mimo że padał deszcz. Może spadła z balonu, może ktoś ją podrzucił.
- napisów na murach
Szeregowy Osiński z kompanii radiotechnicznej, pełniąc służbę wartowniczą, napisał na ścianie budynku, którego pilnował: ,,My żołnierze chcemy wolnej Polski, a nie ujarzmionej przez zbirów czerwonych. Im śmierć”. Oprócz tego na klatce schodowej zaczął pisać ,,My nie chcemy Polski przedwrześniowej, ale”… W tym miejscu mu przerwano. Szeregowego aresztowano.
- pochwał
Na słowa uznania zasłużył szeregowy Marian Jeziorski z 2. Pułku Czołgów, którego po ogłoszeniu alarmu bojowego pozostawiono na strzelnicy w celu pilnowania amunicji. W toku działań na terenie Poznania dowództwo o szeregowym zapomniało. Dopiero po trzech dniach został zluzowany, a przez ten czas pozostawał bez picia i jedzenia.
- informacji z butelki
„Melduję, że jeden z żołnierzy pełniących służbę w jednostce w Kołobrzegu wyciągnął z morza butelkę zawierającą obcojęzyczny tekst. Po poddaniu go pobieżnej analizie doszliśmy do wniosku, że jest to język duński. W sprawie proponuje się powołać biegłego tłumacza, gdyż zachodzi podejrzenie, że tekst jest wrogi naszemu Państwu i może być tropem do ujawnienia ich agenturalnej działalności w Poznaniu. M.”
(dopisek: oddano organom śledczym)
Dwadzieścia lat temu ówczesny minister obrony narodowej Bronisław Komorowski zdecydował o odtajnieniu wojskowej części akt dotyczących Czerwca ’56. To kopalnia wiedzy, do której jeszcze długo będą sięgać badacze meandrów naszej historii.