Wersja kontrastowa

Prof. Pyżalski: Przemoc rozgrywa się w mikroskali

fot. Adrian Wykrota
fot. Adrian Wykrota

Z prof. UAM dr. hab. Jackiem Pyżalskim z Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM rozmawia Ewa Konarzewska-Michalak.

Bada pan różne zjawiska w internecie, ale o panu również mówi się w sieci. Na przykład o nagrodzie im. prof. Tomasza Hofmokla. Co to za nagroda i za co ją pan otrzymał?

 

Ta nagroda jest dla mnie bardzo istotna. Przyznała ją NASK (Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa - Państwowy Instytut Badawczy) z okazji 25-lecia funkcjonowania tej instytucji. To czołowa placówka w kraju, która zajmuje się szeroko rozumianym bezpieczeństwem w sieci. Nagrodę otrzymały trzy osoby, ja w kategorii: społeczeństwo informacyjne. W uzasadnieniu wskazywano na moje  badania z ostatnich dziesięciu lat związane z funkcjonowaniem dzieci i młodzieży online. Najwięcej uwagi poświęciłem w tym czasie eksploracji zjawiska agresji elektronicznej, którą niektórzy nazywają cyberprzemocą.

Właśnie wydaliśmy monografię w Wydawnictwie Naukowym UAM przedstawiającą polską część wyników badań zrealizowanych  w sieci naukowej EU Kids Online. To największe europejskie badania porównawcze dotyczące aktywności funkcjonowania młodych ludzi w internecie. Większość badań, które prowadziłem miała charakter zespołowy. Kapituła zatem zdecydowała się nie tylko nagrodzić moje badania, ale także zespoły, w tym międzynarodowe, z którymi pracuję.

 

Wiem, że współpracuje pan z Japonią, a dokładnie z politechniką w Kitami. W jaki sposób?

 

To unikalna współpraca naukowców nauk społecznych i technicznych. W Kitami miałem okazję gościć na stażu kilka lat temu. Tamtejszy zespół pracuje nad tzw. automatyczną detekcją agresji elektronicznej w sieci, czyli zajmuje się tym co ja, ale przy pomocy innej metodologii. Japońscy naukowcy potrzebowali konsultacji z dziedziny nauk społecznych, dlatego skontaktowali się ze mną. Aby  w ten sposób przeciwdziałać agresji w sieci konieczne jest użycie dwóch perspektyw: społecznej, żeby dowiedzieć się, czym jest to zjawisko, kto w nim uczestniczy, jakie są jego konsekwencje i uwarunkowania, ale też niezbędna jest tutaj wiedza informatyczna, czyli stworzenie takich instrumentów, które pozwolą identyfikować hejt w internecie. Japończycy wykorzystują oprogramowanie, które potrafi wykryć takie treści. Wbrew pozorom to bardzo trudne, bo trzeba wyłapać kontekst wypowiedzi. Napisanie takiego programu wymaga gruntownej wiedzy o zjawisku.

 

Z agresją w sieci wiąże się przemoc rówieśnicza. Widziałam film na Youtubie, w którym zapraszał pan nauczycieli na szkolenie. Mówił pan o przemilczanych faktach dotyczących tego problemu. Pamięta pan ten film?

 

Oczywiście, że tak. Jeżeli chodzi o przemoc rówieśniczą to jest wiele elementów, na które nie zwraca się uwagi. Pojawienie się przemocy w zespole klasowym jest długim procesem. Wszyscy widzą czynną przemoc: fizyczną, werbalną, a nawet cyberagresję. Natomiast umyka uwadze coś, co jest początkiem, co stanowi korzeń problemu czyli tzw. przemoc relacyjną polegającą na wykluczeniu kogoś z grupy. Jeśli przez dłuższy czas zespół klasowy nie stworzy z taką osobą żadnej więzi, stąd bliska droga do agresji czynnej. Bardzo łatwo skrzywdzić kogoś, z kim nic nas nie łączy, nikła szansa, że ktoś stanie w jego obronie. Wszyscy się zastanawiają, co zrobić, jeśli taka przemoc już nastąpi, natomiast niewiele osób wie, że wcześniej należy wspierać więzi, które w dużym stopniu jej zapobiegną. Osobną sprawą jest to, że nawet, gdy już wiemy, że chcemy takie więzi wspierać, musimy jeszcze wiedzieć, jak to robić – a to także łatwe nie jest. W ogóle w profilaktyce przemocy rówieśniczej łatwo jest zaszkodzić pomimo dobrych intencji.

 

Wynika z tego, że cyberprzemoc jest związana z przemocą w realnym świecie.

 

Najczęściej jest. Rzadko w międzynarodowych badaniach wyniki są tak spójne. Większość z nich bardzo mocno pokazuje prosty mechanizm: ci, którzy są sprawcami twarzą w twarz są też sprawcami agresji internetowej. Ale bywa, że ci, którzy są ofiarami agresji tradycyjnej bywają sprawcami w internecie, bo to bezpieczne miejsce, gdzie mogą dokonać rewanżu. Wyraźne jest tu jednak powiązanie. Nie powinno się traktować cyberprzemocy, zwłaszcza rówieśniczej, jako osobnego zjawiska. Jest ona mocno zakorzeniona w codziennych relacjach. Zresztą wracając do pytania – staramy się mówić o funkcjonowaniu w świecie offline i online a nie realnym i wirtualnym, jak mówiło się dawniej. Te obecnie używane określenia wskazują na różnice w kontekście, ale nie wartościują, co jest prawdziwe, a co nie.

 

Czytaj też: Wybitni naukowcy uhonorowani

 

Coraz częściej słyszy się o samobójstwach wśród nastolatków wywołanych przemocą w sieci. Czy to zjawisko pogłębia się w ostatnich latach?

 

Mówi się o tzw. bullycide - termin pochodzi od słowa bullying (dręczenie) i suicide (samobójstwo). Mowa tutaj o sytuacji, gdy doświadczanie przemocy było znaczącym czynnikiem, który pchnął młodego człowieka w kierunku samobójstwa. Większość badań pokazuje, że w konkretnym przypadku zwykle nie jedynym.

Jeśli idzie o rozpowszechnienie zjawisk przemocy i cyberprzemocy rówieśniczej to polskie wyniki są na przeciętnym poziomie. Badania nie potwierdzają także medialnej wizji o jakimś skoku, znaczącym przyroście tego typu problemów. Niestety, kiedy przyglądamy się praktyce to okazuje się, że więcej się o bullyingu mówi niż mu przeciwdziała. To nie jest takie proste, nie wystarczą działania edukacyjne, zmiany dotyczą raczej stylu codziennej pracy szkoły. Trzeba wiedzieć, jak odróżnić konflikt dwóch uczniów od znęcania się wielu osób nad ofiarą. Jedno i drugie mieści się pod wielkim parasolem z napisem: agresja rówieśnicza. Bullying ma trzy charakterystyczne cechy: jest czymś, co się dzieje regularnie wobec tej samej osoby przez dłuższy czas, sprawca lub sprawcy mają przewagę nad ofiarą, może to być przewaga psychologiczna związana z komunikowaniem się, w pewnym momencie pojawia się także działanie intencjonalnie - sprawcy chcą skrzywdzić i to robią. Jeśli przyjmiemy takie kryteria nie mówimy o masowym zjawisku, to 5-10 procent z rocznika. Natomiast wyniki badań są spójne - osoby, które doświadczają tego rodzaju dręczenia ponoszą poważne szkody w postaci depresji, zaburzeń psychosomatycznych. Takie dziecko nie może normalnie funkcjonować w szkole. Niektóre badania np. Australian Temperament Project potwierdzają długotrwały charakter konsekwencji, których ślady pozostają nawet w dorosłości.

 

Co w Polsce robi się, żeby przeciwdziałać bullyingowi?

 

Robi się sporo rzeczy, zwłaszcza w modelu edukacyjnym. Jednak sama wiedza nie wystarczy do tego, żeby osoba stosująca przemoc przestała jej używać. Skuteczne radzenie sobie leży w kompetencjach i umiejętnościach nauczyciela. Muszę umieć sensownie zareagować, gdy widzę, że uczeń jest ośmieszany na lekcji. To jest iskra, która może wywołać poważniejsze problemy. Muszę też wiedzieć, co robić w nowej grupie klasowej, by uczynić z niej wspólnotę. Wierzę w takie działania. Wszystko rozgrywa się w mikroskali, nie w zakresie wielkich słów czy ogólnikowych programów.

 

Czy my Polacy jesteśmy bardzo agresywnym narodem, skoro tyle teraz jest mowy nienawiści w internecie?

 

Jest tego sporo – choć znów wbrew medialnym doniesieniom, stanowcza większość osób tak się nie zachowuje. Pojawia się pytanie, jak reaguje państwo, na ile, takie rzeczy są egzekwowane. Dobrze, że się o tym mówi. Oczywiście internet nie jest przyczyną zjawiska, tylko przekonania i postawy ludzi. Sieć można potraktować, jako szkło powiększające problem. Fakt, podczas korzystania z internetu pojawia się kilka mechanizmów psychologicznych np. efekt kabiny pilota, kiedy nie widzi się efektów swoich działań, więc wydaje się, że można robić więcej albo efekt pozornego poczucia anonimowości. Reasumując - jeśli mam więź z innymi ludźmi i ich szanuję to chroni mnie ona przed zrobieniem niewłaściwych rzeczy, zarówno twarzą w twarz, jak i online.

 

Został pan powołany do Komitetu Zarządzającego Sieci Naukowej COST dotyczącej współpracy naukowej  w badaniach przemocy rówieśniczej w kontekście problemów migracyjnych. Czym będzie się pan tam zajmował?

 

Przemocą rówieśniczą, ale w kontekście migracji czyli sytuacji, która w naszych szkołach kiedyś była rzadkością. Teraz mamy wiele dzieci, które nie do końca opanowały język polski, pochodzą z różnych krajów, prezentują zróżnicowane wartości kulturowe i trudności adaptacyjne. Z punktu widzenia mechanizmów bullyingu mogą łatwiej zostać ofiarami. Wiele badań zresztą pokazuje, że dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, niepełnosprawnościami, nawet odmienne fizycznie są częściej ofiarami niż te, które są bliższe szeroko rozumianej normy. Naukowcy zaproponowali sieć naukową COST, by zająć się tym problemem. Już planujemy w Polsce badania, ale też będziemy pracować nad tym, co może zrobić instytucja edukacyjna, by takie dzieci były lepiej przyjmowane przez rówieśników.

 

Rozmowy Wydział Studiów Edukacyjnych
Zobacz podobne

Ten serwis używa plików "cookies" zgodnie z polityką prywatności UAM.

Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza jej akceptację.